WITAJCIE NA MOJEJ STRONIE !!!
ZAPRASZAM DO ŚWIATA MOICH PASJI !!!

Trójkąt 3 Cesarzy

Rowerem na Trójkąt Trzech Cesarzy...




TRASA W ENDOMONDO:www.endomondo.com/users/19127097/workouts/1310993226

GALERIA ZDJĘĆ:photos.google.com/album/AF1QipO2KZ-THtn2V6w3BGYr_Lzz4Nuzm90JHmCqh44V

1 maja 2019 roku wybraliśmy się na kolejną rajzę... 
Tym razem wyruszyliśmy z domu w kierunku Goczałkowic, a potem malowniczych, wiosennych lasów kobiórskich, gdzie dojechaliśmy nieco dziurawą drogą technologiczną  wiodącą z Goczałkowic do Studzienic. W lesie kobiórskim kierowaliśmy się nawigacją, która zaprowadziła nas do Tychów, mijając to miasto od wschodu. Kolejny las jaki odwiedziliśmy to las murckowski pod Katowicami, gdzie solidnie pobłądziliśmy, bo GPS wyprowadził nas na leśną drogę, którą nie było możliwości jechać rowerem...

Do Mysłowic dojechaliśmy mocno spóźnieni, bo tym błądzeniu w lesie.  Miasto to objechaliśmy nieco z
a e wschodu i wjechaliśmy przez "most cudów" nad Czarną Przemszą do Sosnowca. Dlaczego "most cudów"? Bo to granica Górnego Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego, a cuda związane są z tym że na Górnym Ślasku jedzie się "na kole", a w Zagłębiu już "na rowerze". 

Trójkąt Trzech Cesarzy znaleźliśmy w okolicy gdzie łączy się Czarna i Biała Przemsza. Jest to 
określenie miejsca, gdzie w latach 1846–1915 zbiegały się granice trzech europejskich mocarstw biorących udział w rozbiorze PolskiPrus (później Niemiec), Austrii (później Austro-Węgier) i Rosji. Ten punkt na mapie to w zasadzie trójstyk trzech cesarstw.

My akurat wybraliśmy się w dniu 1 maja 2019 roku, czyli w 15 rocznicę przystąpienia Polski do UE, zaś na samym trójkące trwały uroczystości związane właśnie z tym wydarzeniem. Były tam też liczne grupy rekonstrukcyjne z dawnych czasów.

Drogę powrotną początkowo planowaliśmy do Katowic na dworzec kolejowy, ale zachęceni piękną pogodą i faktem, że jazda na rowerze w tym terenie to istna przyjemność, postanowiliśmy jechać rowerami w kierunku Lędzin i Bierunia. trasa jaką dotychczas pokonaliśmy nic nie przypomina typowego wyobrażenia Górnego Śląska jako jakiegoś przemysłowego terenu. Wręcz przeciwnie. Jechaliśmy przez spore kompleksy leśne i rolnicze tereny z pięknymi widokami na okolicę. 

W lesie kobiórskim wjechaliśmy na trasę, którą jechaliśmy wcześniej wbrew powszechnej zasadzie, że prawdziwy cyklista nigdy nie wraca tą samą drogą. 
Na trasie do domu zgubiłem w Zabrzegu-Czarnolesiu licznik, który już niemal w ciemnościach, odnaleźliśmy na torowisku... Tak oto zakończyła się pierwsza, majowa rajza z wynikiem 127 km.