Huśtawka...
Huśtawka...24.03.2019
Galeria zdjęć:photos.google.com/album/AF1QipMFMHkY5Q0ypyIWwBFO20TDFymPwAk1S-inb6cV
Mapa trasy:www.endomondo.com/users/19127097/workouts/1288758256
Kolejna rajza nowego sezonu rozpoczęła się w ciepłą, marcową i juz wiosenną niedzielę 24 marca 2019 roku. Oczywiście po południu, gdyż z rana jeździłem na nartach na Soszowie.
Od razu, jak wyruszyłem z domu na trasie w okolicy stacji kolejowej w Zabrzegu-Czarnolesiu, widziałem rowerzystę w krótkich spodenkach... a było 12 stopni... No cóż, kompletny brak rozumu, gdyż najwyraźniej chce przeziębić stawy kolanowe i znaleźć się na wózku inwalidzkim...
W kierunku granicy województw śląskiego i małopolskiego jechałem szlakiem Wiślanej Trasy Rowerowej, mijając m.in. Czechowice-Dziedzice, czy Kaniów. Szlak wiódł wałami Wisły oraz czasem asfaltowymi drogami o małym natężeniu ruchu.
Na terenie województwa malopolskiego byłem tylko na szlaku WTR w okolicy Brzeszcz, a następnie, już w śląskiej Górze natrafiłem na niebieski szlak... Jadąc tym szlakiem znalazłem ogromną huśtawkę i od razu przypomnialy mi się czasy dzieciństwa, gdzie miałem też przy domu huśtawkę zrobioną m.in. na jabłoni...
Oczywiście chwilę skorzystałem z huśtawki, a potem sprawdziłem ten szlak, który okazał się być szlakiem ewakuacji więźniów oświęcimskich wiodącym trasą Marszu Śmierci z Oświęcimia do dworca kolejowego w Wodzisławiu Śląskim. Dodam tylko, że ja jechałem tam na rowerze, odpowiednio ubrany, a Ci wycieńczeni ludzie szli tam na nogach w warunkach mroźnej zimy (w styczniu), ubrani bardzo cienko... Okrucieństwo to słowo jak najbardziej zbyt pobłażliwe by określić to, co ci ludzie przetrwali - oczywiście jak doszli do Wodzisławia, bowiem sporo na trasie zmarło...
Szlakiem tym jechałem aż w okolice Ćwiklic. Trasa wiodła w większości polnymi drogami, miedzami oraz duktem leśnym, gdzie znalazłem tajemnicze, betonowe pozostałości po chyba jakiejś tamie, oraz pomnik 217 polskich żolnierzy poleglych w bitwie pod Pszczyną we wrześniu 1939 roku.
Na trasie widziałem też dwa drewniane kościoły: w Miedźnej i w Ćwiklicach. Następnie szybko przejechałem przez Uzdrowisko w Goczałkowicach, gdzie nieco postraszył mnie deszcz i zupełnie rozładowała się bateria w liczniku...
Potem już lokalnymi drogami dotarłem do domu. Przejechałem 65 km (endomondo).
Galeria zdjęć:photos.google.com/album/AF1QipMFMHkY5Q0ypyIWwBFO20TDFymPwAk1S-inb6cV
Mapa trasy:www.endomondo.com/users/19127097/workouts/1288758256
Kolejna rajza nowego sezonu rozpoczęła się w ciepłą, marcową i juz wiosenną niedzielę 24 marca 2019 roku. Oczywiście po południu, gdyż z rana jeździłem na nartach na Soszowie.
Od razu, jak wyruszyłem z domu na trasie w okolicy stacji kolejowej w Zabrzegu-Czarnolesiu, widziałem rowerzystę w krótkich spodenkach... a było 12 stopni... No cóż, kompletny brak rozumu, gdyż najwyraźniej chce przeziębić stawy kolanowe i znaleźć się na wózku inwalidzkim...
W kierunku granicy województw śląskiego i małopolskiego jechałem szlakiem Wiślanej Trasy Rowerowej, mijając m.in. Czechowice-Dziedzice, czy Kaniów. Szlak wiódł wałami Wisły oraz czasem asfaltowymi drogami o małym natężeniu ruchu.
Na terenie województwa malopolskiego byłem tylko na szlaku WTR w okolicy Brzeszcz, a następnie, już w śląskiej Górze natrafiłem na niebieski szlak... Jadąc tym szlakiem znalazłem ogromną huśtawkę i od razu przypomnialy mi się czasy dzieciństwa, gdzie miałem też przy domu huśtawkę zrobioną m.in. na jabłoni...
Oczywiście chwilę skorzystałem z huśtawki, a potem sprawdziłem ten szlak, który okazał się być szlakiem ewakuacji więźniów oświęcimskich wiodącym trasą Marszu Śmierci z Oświęcimia do dworca kolejowego w Wodzisławiu Śląskim. Dodam tylko, że ja jechałem tam na rowerze, odpowiednio ubrany, a Ci wycieńczeni ludzie szli tam na nogach w warunkach mroźnej zimy (w styczniu), ubrani bardzo cienko... Okrucieństwo to słowo jak najbardziej zbyt pobłażliwe by określić to, co ci ludzie przetrwali - oczywiście jak doszli do Wodzisławia, bowiem sporo na trasie zmarło...
Szlakiem tym jechałem aż w okolice Ćwiklic. Trasa wiodła w większości polnymi drogami, miedzami oraz duktem leśnym, gdzie znalazłem tajemnicze, betonowe pozostałości po chyba jakiejś tamie, oraz pomnik 217 polskich żolnierzy poleglych w bitwie pod Pszczyną we wrześniu 1939 roku.
Na trasie widziałem też dwa drewniane kościoły: w Miedźnej i w Ćwiklicach. Następnie szybko przejechałem przez Uzdrowisko w Goczałkowicach, gdzie nieco postraszył mnie deszcz i zupełnie rozładowała się bateria w liczniku...
Potem już lokalnymi drogami dotarłem do domu. Przejechałem 65 km (endomondo).