WITAJCIE NA MOJEJ STRONIE !!!
ZAPRASZAM DO ŚWIATA MOICH PASJI !!!

Tour de Silesia


Tour de Silesia


Ślad trasy: w Endomondo



18 maja 2019 roku wypadał w sobotę... Chociaż zazwyczaj moje rajzy są w niedzielę... Co mnie skłoniło, żeby pojechać w sobotę? I to jeszcze wstając o 5:00 !!!

Cała sprawa dotyczyła tego, że w tym dniu w naszym regionie odbywała się już trzecia edycja znanego śląskiego, amatorskiego ultra maratonu kolarskiego Tour de Silesia.

Start tegoż maratonu zaplanowano o godzinie 7:30 przy boisku w Godowie koło Wodzisławia Śląskiego. Oczywiście na sam start nie dotarłem, bo miałem pociąg z Czarnolesia o 6:33. Tym pociągiem pojechałem do Zebrzydowic, gdzie byłem nieco po siódmej... No i jak tu zajechać do Godowa na czas? Nie było realne.

Prześledziłem trasę maratonu i doszedłem do wniosku, że  kolarzy spotkam na granicy polsko-czeskiej w Gołkowicach, co tez miało miejsce. Ci, którzy mnie mijali jechali na dystansie 510 km wraz z podjazdem na najwyższą górę Śląska Cieszyńskiego, czyli Łysą Horę. Dla mnie taki dystans to sfera marzeń.

Pojechałem potem na start do Godowa, gdzie trochę spędziłem czasu na podziwianiu kolarzy i ich rowerów... Byli tam ludzie z całej Polski. Sprzęt jaki mieli, dorównuje cenie nie jednego samochodu.

Na starcie widziałem też słynnego śląskiego kolarza, współorganizatora Tour de Silesia zwanego w rowerowym świecie jako Gustav (kanał na you tube gustavbikevlog). Maraton organizował kllub sportowy "Olza" z Godowa oraz słynny kolarz Paweł Pieczka, który pokonał rowerem trasę z Godowa do Jakucka (rajzywnieznane.pl).

Po wizycie w Godowie, trafiłem na fragment Żelaznego Szlaku Rowerowego, który objechałem w sezonie 2018, a jego część wiedzie po dawnej linii kolejowej. Co ciekawe, jakiś idiota z Warszawy wpadł na pomysł... rewitalizacji linii kolejowej !!! Warto wspomnieć, że PKP nie jest już właścicielem tego terenu, więc ciekawe gdzie te pociągi pojadą... Po trasie rowerowej... nigdy !!!

Skierowałem się w stronę Rybnika, wjeżdżając do Skrzyszowa i Połomii, gdzie odwiedziłem grób wujka Romka, a następnie w Jankowicach po dwóch upadkach na błotnistej ścieżce, dotarłem do słynnej Jankowickiej Studzienki.
 
W samym Rybniku nie byłem zbyt długo, ale zdarzyłem zobaczyć m.in. słynną bazylikę. Zadziwił mnie też  stan infrastruktury rowerowej w tym mieście. Ścieżki rowerowe, przejazdy z podporami, żeby nie trzeba było schodzić z roweru... Bajuniaaa.

Z Rybnika postanowiłem aż do samego Landeka jechać trasą Tour de Silesia, mijając m.in Jastrzębie i Pawłowice. W Golasowicach miałem chwilowy postój, bo przechodziła ulewa. Ale potem już się wypogodziło i spokojnie przez Zbytków jechałem dalej.  Trasa TdS tutaj wiodła ruchliwą DK 81, ale nie jechałem tą trasą.

Z Landeka dotarłem już do domu zadowolony, że wszystko się udało i pierwszy raz mogłem podziwiać TdS na własne oczy. Oczywiście kolarze na pokonanie swojego dystansu mieli 34 godziny, tak więc ja byłem szybszy
Galeria zdjęć:https://photos.google.com/album/AF1QipP8yPctAT4vf15GY-g-UBzzeCGUmid4CFiyxC4X