WITAJCIE NA MOJEJ STRONIE !!!
ZAPRASZAM DO ŚWIATA MOICH PASJI !!!

ZBYTKÓW, KARWINA



Zbytków i Karwina.


W słoneczną niedzielę 16 września 2018 pojechałem na rowerze tym razem na zachód...


Trasę rozpocząłem w Bronowie, skąd poprzez zabrzesko-chybski las, napotykając mnóstwo grzybiarzy, dotarłem do Zarzecza, a potem do Zabłocia i Strumienia. Kolejną odwiedzoną miejscowością, był Zbytków. jak się okazało, dzień wcześniej miejscowość ta obchodziła jubileusz 630 lecia istnienia !!! Toteż z tego powodu nieopodal strażnicy, zatrzymałem się przy pamiątkowym obelisku, a potem skierowałem się na fragment dawnej granicy Prus i Austrii, gdzie zjechałem nieco w las i zatrzymałem się przy jednym z wielu dawnych slupów granicznych, po czym powróciłem na trasę i zawitałem w Pielgrzymowicach, a potem na terenie Jastrzębia Zdroju, gdzie przejechałem obok kopalni "Zofiówka" i przejechałem przez dzielnicę Szeroka, by zawitać w Gogołowej. Gogołowa to dobrze znana mi miejscowość, z racji tego, że mieszkał tam mój wujek, z którym wiele razy jeździłem na wyprawy rowerowe i narciarskie... Odwiedziłem okolice Jego domu, a następnie udałem się do Połomii, na cmentarz, gdzie wujek spoczywa. Potem przez Mszaną pojechałem do Skrzyszowa i Łazisk, gdzie przejechałem na stronę czeską do Wierzniowic. Trasa wiodła obok Olzy, ale była błotnista i w okolicy elektrowni Dziećmorowice, skręciłem na asfaltową trasę w kierunku Uzdrowiska Darków w Karwinie. W tym mieście odwiedziłem też ... hipermarket Tesco, bo żołądek domagał się jedzenia, a nie chciałem stawać w czeskiej jadłodajni, bo tam pojeść "nie 
idzie"... zakupiłem minicrossanty 7 Days, loda Magnum i słynny czesko-słowacki napój Kofola 2 L, który mi kiedyś w Czechach zasmakował i teraz jak jestem w tym kraju, czy na Słowacji, to trza to wypić ...W czasie płacenia w samoobsługowej kasie odkryłem, że w tym urządzeniu można zmienić język i mimo tego, że po czesku da się zrozumieć sporo, to zmieniłem język na polski, co sprawiło, że pani z obsługi była w lekkim zakłopotaniu...Tak oto wydałem 97 KC i tuż po wyjściu ze sklepu, zastawił mnie pewien czeski menel, który chciał pieniądze... Z tego powodu moje zakupy postanowiłem skonsumować dalej, a całkowicie konsumpcje dokończyłem na granicy polsko-czeskiej w Kaczycach Dolnych, gdzie też ubrałem się w odblaski i oświeciłem światła, bo zapadał zmrok. Od Kaczyc przejechałem znaną mi bardzo dobrze drogą przez Kończyce i Pruchną do Drogomyśla. Tam zapadła decyzja, że pomimo ciemności pojadę przez Zaborze do Iłownicy przez las, co uczyniłem, choć nieco obleciał mnie strach gdy widziałem w lesie samochody, które oddaliły się też do Iłownicy. Ja stamtąd szybko zwiewałem i tak trafiłem do Landeka, a potem do Bronowa i do domu.

W tym dniu planowałem być na Słowacji i objeżdżać Jezioro Orawskie, ale w ostateczności postanowiłem to odłożyć na przyszłość... Licznik pokazał 120 km, przy pięknej słonecznej pogodzie z temperaturą kolo 20 stopni. 

Był to dzień, w którym spotykałem mnóstwo grzybiarzy, a szczególnie takich, co swoje zapewne obfite grzybobranie, równie obficie świętowali (oblewali)...