WITAJCIE NA MOJEJ STRONIE !!!
ZAPRASZAM DO ŚWIATA MOICH PASJI !!!

GÓRA ŻAR



Rowerowe pożegnanie - góra Żar.
 



W pogodne, słoneczne niedzielne popołudnie wybrałem się na wyprawę rowerową. Z domu skierowałem się do Czechowic-Dziedzic, a potem do Bestwiny i Janowic, gdzie mijając grupkę rowerzystów zauważyłem znajomego Pana który jechał z nami do Krakowa Łagiewnik, z resztą on pierwszy mnie zauważył. Następnie przejechałem przez Janowice do Kóz, gdzie pojawiały się zamiary odwiedzenia tamtejszego kamieniołomu, ale w ostateczności zrezygnowałem i pojechałem do Kęt, ale nie wjeżdżałem do centrum, tylko od razu skierowałem się na Kobiernice, gdzie powoli zaczynałem widzieć cel swojej wyprawy. Minąłem Jezioro Czarnieckie i przejechałem na drugą stronę Soły do Porąbki, ale potem znów powróciłem na drugą stronę Soły. Zawitałem w Międzybrodziu Bialskim nad jeziorem, po czym przejechałem do Międzybrodzia Żywieckiego i zaczynałem podjeżdżać na górę Żar. Wbrew moim obawom tylko początkowo było ciężko i trochę prowadziłem rower, a potem powoli wyjechałem na szczyt. Co ciekawe, w pewnym momencie mój rower bez pedałowania jechał pod górkę !!! Wiele razy słyszałem o zaburzeniach grawitacji w pewnym odcinku drogi ale nigdy w to nie wierzyłem...i nadal nie wierzę - to zwyczajne złudzenie optyczne. Wpływ na nie ma to co widzimy na horyzoncie. Po wyjechaniu na szczyt góry zobaczyłem duży betonowy zbiornik wodny, który był pusty - to zbiorni elektrowni szczytowo pompowej Porąbka-Żar. Ze szczytu rozciągały się dalekie widoki na okoliczne góry Beskidu Małego, Żywieckiego i Śląskiego a nawet Fatrę. Na
górze byłem ponad pół godziny i podziwiałem widoki.
   
Gdy przyszedł czas powrotu, trochę byłem zniesmaczony tym, że muszę wracać tą samą drogą, jednak zjazd był naprawdę nieziemski !!! No i znów trafiłem w magiczne miejsce złudzenia optycznego i wyraźnie mój rower zwalniał jadąc rzekomo z górki !!! Pierwszy raz w historii wypraw rowerowych coś takiego się zdarzyło... Cud Nie. Powróciłem do Międzybrodzia Żywieckiego i pojechałem przez Czernichów do Tresnej i Zarzecza. Tam zatrzymałem się na chwilę by podziwiać niesamowite widoki na Jezioro żywieckie i góry na czele z Babią Górą.
 
W Łodygowicach skręciłem do Kalnej a potem do Godziszki, gdzie proboszczem jest ksiądz, który udzielał mi Pierwszej Komunii św. W Buczkowicach skierowałem się na Meszną, gdzie ubrałem rowerowe spodnie, bo zaczęło być zimno, rowerową bluzę ubrałem podczas wizyty na szczycie Żaru. Z Mesznej pojechałem przez Bystrą do Bielska-Białej, a potem w kierunku Międzyrzecza Górnego, gdzie przejechałem obok swojego zakładu pracy i skierowałem się w kierunku Bronowa i do domu.

Pogoda podczas wyprawy była dobra, było ciepło ok 22 stopnie. Na górze Żar dość mocno wiało, a wraz z zapadaniem zmroku zrobiło się zimno ok 14 stopni. Ale i tak wyprawa się udała, bo 114 km zaliczone, chociaż kolana dały znać o sobie
Galeria zdjęć: https://photos.google.com/album/AF1QipOgYDsRrP-DXQ0P2h1WdNT0Abeguyz2on2493-k?hl=pl