WITAJCIE NA MOJEJ STRONIE !!!
ZAPRASZAM DO ŚWIATA MOICH PASJI !!!

PIEKARY 2018


 
Piekary Śląskie - pielgrzymka.

Ostatnia niedziela maja to jak zawsze dzień, w którym tysiące mężczyzn i młodzieńców pielgrzymują do sanktuarium Matki Boskiej Sprawiedliwości i Miłości Społecznej w Piekarach Śląskich. Oczywiście nas też tam nie mogło zabraknąć. W tym roku obchodzono 700-lecie konsekracji pierwszego ołtarza w sanktuarium.

Tego dnia tj w niedzielę 27 maja 2018 roku wstałem już o 4.30 rano, by nieco po piątej wyjechać na start pielgrzymki, czyli pod kościół św. Barbary w Czechowicach-Dziedzicach. Na trasie spotkałem kolegę z Ligoty (Pan z wąsem). i dojechaliśmy razem. Pod kościołem uzbierała się grupka 18 rowerzystów i koledzy zauważyli, że coś u mnie się zmieniło.. Trudno było ukryć, że po 18 latach królowania roweru Magnum MG 26, przyjechałem na całkiem innym. Dzień wcześniej stałem się właścicielem nowego roweru Kross B2 i była to jego inauguracyjna wyprawa...
   
Wyruszyliśmy tuż po 6.00 w kierunku Goczałkowic i Pszczyny, jadąc DK1. W Pszczynie odbiliśmy w kierunku Kobióra na szlak rowerowy przez las. W Tychach mieliśmy krótki regeneracyjny postój przy Mc Donald's po czym skierowaliśmy się obrzeżami Katowic w kierunku Rudy Śląskiej. Zaś wyjątkowy pokaz chamstwa dał jeden z kierowców w Świętochłowicach, wyzywając kogoś od baranów p....lonych przy zmianie pasa ruchu. O co gościowi chodziło? Pewnie się źle wyspał... Następnie przejechaliśmy przez Bytom i zawitaliśmy w Piekarach Śląskich. Przy sanktuarium zgromadziły się jak co roku rzesze wiernych, czemu sprzyjała pogoda, bo było bardzo ciepło i słonecznie, na tyle, że można było dostać zawrotu głowy. Mszy św przewodniczył legat papieża Franciszka, kardynał Zenon Grocholewski, który też wygłosił homilię. Po Mszy św tradycyjnie udaliśmy się na posiłek, czyli w moim przypadku iście śląski "łobiod" , gumiklyjzy z modróm kapustom, surówka i rolada wieprzowa. Po obiedzie wracaliśmy podobną trasą z tym, że w Rudzie Śląskiej ja, Pan Józek i "pan z wąsami" zostaliśmy bez towarzystwa, które pojechało bez nas... W okolicach Katowic opuścił nas Pan Józek i chyba samotnie niestety wracał do domu. Ja i "pan z wąsem" jechaliśmy razem przez Tychy, Kobiór i Piasek do Pszczyny, gdzie chwilę odpoczęliśmy przy rynku. Potem powróciliśmy do naszej miejscowości jadąc przez wał Jeziora Goczałkowickiego i Zabrzeg.
  
Na moim nowiutkim liczniku, który wygrałem na rajdzie ligockim w 2017 roku pojawiła się liczba 140 km. Letnia pogoda sprawiła, że się opaliliśmy. Tak oto przebiegała pierwsza wyprawa rowerowa na nowym rowerze. Warto wspomnieć, że oprócz cyklistów z Czechowic-Dziedzic, byli też z Hecznarowic, Pisarzowic i oczywiście Ligoty.

Zapraszam na film - niestety nie nagrała się droga powrotna i ślad trasy...