WITAJCIE NA MOJEJ STRONIE !!!
ZAPRASZAM DO ŚWIATA MOICH PASJI !!!

GOGOŁOWA WODZISŁAW


Gogołowa, Połomia, Wodzisław Śląski.


W niemal letnią, słoneczną niedzielę 6 maja 2018 roku przypadała 56 rocznica urodzin naszego wujka Romka. Jest to brat naszego taty (nasz tata zmarł 1.09.2002), który mieszkał w miejscowości Gogołowa koło Jastrzębia-Zdroju. Wujek wiele razy jeździł z nami czy to na narty, czy na rowery o czym można się przekonać czytając wpisy do roku 2016, kiedy to 20.08.2016 wujek zmarł, po ciężkiej chorobie.



Rocznica urodzin wujka była okazją do przeprowadzenia wyprawy rowerowej po terenach Gogołowej i Połomii, gdzie spoczywa od na tamtejszym cmentarzu. Wyprawa jednak odbywała się w cieniu tragicznego wstrząsu na kopalni "Zofiówka" w Jastrzębiu-Zdroju, gdzie zginęli górnicy.



Wyjazd rozpocząłem z domu i pojechałem przez Bronów do Landeka, a potem główną drogą w kierunku Strumienia (przez Chybie i Zabłocie). W Strumieniu skierowałem się trasą rowerową R4 na Zbytków, gdzie po przejechaniu przez tą miejscowość nastawiłem odpowiednio drogowskaz, który był przekręcony i pokazywał błędne położenie Zbytkowa. Potem trasa R4 wiedzie malowniczymi zakątkami Jarząbkowic i Golasowic, czyli przez łąki, pola i lasy z ładnymi widokami na okolicę, a także niekiedy na buszującą w zaroślach zwierzynę - na trasie spotkałem zająca.
 
Potem jechałem trasą przez jastrzębską dzielnicę Bzie, gdzie opuściłem R4 i skierowałem się w stronę kopalni "Zofiówka". Przed bramą kopalni było trochę ludzi i ekipy telewizyjne TVP, TVN i Polsatu oraz Radia RMF FM, relacjonujące dramatyczne wydarzenia, zawiązane z akcją ratunkową prowadzoną w kopalni po wstrząsie jaki miał miejsce 5 maja 2018. Chwilę tam się zatrzymałem...
   
Potem jednak pojechałem do centrum Gogołowej i omal nie wjechał do mnie jakiś szaleniec jadący autem od strony kopalni "Borynia". Z centrum skierowałem się na dawną trasę, którą kiedyś chodziliśmy do domu wujka (tzw. Berlin), apotem nową drogą pod samą hołdę "Borynia" skąd wiedzie droga wprost pod dom wujka, gdzie zawitałem, ale to była zaledwie kilkusekundowa wizyta.
   
Dom już nieco zmienia swoje oblicze i ma nowych właścicieli (od 2017 roku). Następnie pojechałem w kierunku Świerklan i do Połomii na cmentarz, gdzie zapaliłem kupiony wcześniej znicz na grobie naszego wujka. Po prawie 20 minutach pojechałem do pobliskiego lokalu gastronomicznego, gdzie zjadłem obiad, a potem skierowałem się w stronę Wodzisławia Śląskiego. Wcześniej przejechałem przez Marklowice, o których krąży wiele zabawnych kawałów, a potem przez las, gdzie znajduje się baszta rycerska, przy której się zatrzymałem. O wodzisławskich lasach było niedawno bardzo głośno w całej Polsce na skutek reportażu TVN o neonazistach obchodzących urodziny Hitlera.
   
W Wodzisławiu Śląskim odwiedziłem rynek i plac przed urzędem miasta przez który przebiega 50 równoleżnik (kiedyś byłem tutaj z wujkiem), pomnik Powstań Śląskich, a potem skierowałem się do Skrzyszowa, gdzie przejechałem przez centrum i chwilowo zawitałem w Mszanie, a potem w Moszczenicy, gdzie widziałem nasypy po dawnej linii kolejowej. Rewitalizację terenu po dawnej linii kolejowej widziałem w jastrzębskich Szotkowicach, gdzie torowisko jest przerabiane na trasę rowerową.

Stamtąd pojechałem do kolejnej dzielnicy Jastrzębia zwanej Piaski, skąd rozciągają się ładne widoki na okolicę, a potem w Ruptawie przejechałem przez granicę polsko-czeską do Pierstnej, gdzie znajduje się lokal gastronomiczny zwany "Koliba na konci světa" , gdzie często bywałem z wujkiem, a potem odwiedziłem Pałac w Pierstnej z parkiem angielskim.
   
Pałac jest zamieniony na hotel i restaurację. Wjechałem do Karwiny ale nie do centrum, tylko na obrzeża i dotarłem do dzielnicy Raj, gdzie widziałem charakterystyczną ozdobioną choinkę na wysokim palu tzw. moja ,a potem  po przejechaniu przez granicę znalazłem się w Kaczycach Dolnych. Stad już prostą drogą w kierunku Pruchnej i Drogomyśla, a potem Zaborza. Jest to bardzo znana mi trasa, którą wielokrotnie pokonuję jadąc z domu do czeskiej Karwiny. Z Zaborza pojechałem leśnymi drogami w stronę Landeka, a potem dalej lasem do Czarnolesia i do domu.
 
Tak to pokonałem odległość 111 km na rowerze, przy wspaniałej, niemal letniej pogodzie. Wyprawy rowerowe w opisane strony to już swego rodzaju tradycja o tej porze. Warto dodać, że do Połomii na rowerach w dniu 3 maja 2018 pojechały moje siostry i zrobiły około 80 km wtedy, kiedy ja odwiedzałem Kraków.


Galeria zdjęć z tej wyprawy jest na https://photos.google.com/album/AF1QipPJmGR7ZTNl63eVdvt2GQTHkjInBCn35cLoJdeu