WITAJCIE NA MOJEJ STRONIE !!!
ZAPRASZAM DO ŚWIATA MOICH PASJI !!!

DZIEĆKOWICE


Jezioro Imielińskie, Dziećkowice.


W słoneczną i upalną niedzielę 8 lipca 2018 roku znów wyruszyłem w trasę na rowerze. Tym razem celem było Jezioro Dziećkowice zwane też Imielińskim gdzie już kiedyś bywałem.

Z domu wyruszyłem do Bronowa i potem remontowaną drogą do centrum Ligoty i przez kompleks stawów "Sokoły" do Czechowic-Dziedzic, a potem do uzdrowiska w Goczałkowicach.Uzdrowisko w letnią niedzielę oczywiście oprócz kuracjuszy, gościło mnóstwo przyjezdnych. Do Pszczyny nie jechałem, bo skręciłem do Ćwiklic, a potem jechałem szlakiem na Frydek , gdzie leśną dróżką pojechałem do Międzyrzecza, a stamtąd niestety główną drogą przez Bojszowy do Bierunia, gdzie wjechałem na WTRkę, ktora wiodła do Zabrzega (Bieruń) i Czarnuchowic, skąd ładnymi trasami dotarłem do Chełmu Małego i do Imielina nad zalesiony brzeg Jeziora Dziećkowicego (Imielińskiego). W jeziorze kąpali się ludzie, co mnie samego zmotywowało do zanurzenia się w krystalicznie czystej wodzie. Tak, woda jest czyściuteńka i żyją tam raki. Po blisko półgodzinnej przerwie na kąpiel wsiadłem na swojego nowego rumaka i powróciłem identyczną trasą do Zabrzega (Bieruń), skąd do Bojszów jechałem walem najpierw Wisły, a potem Gostyni. Z Bojszów pojechałem do Świerczyńca, mając nadzieję, że znajdę jakąś drogę do Kobióra, co niestety się nie udało, bo utknąłem w lesie i tylko dzięki nawigacji Endomondo powróciłem do Bojszów i przejechałem przez Międzyrzecze do Frydka, a potem do Ćwiklic, gdzie zapadła decyzja by jechać przez Pszczynę do Goczałkowic
na tamę. Na tamie Jeziora Goczałkowickiego było trochę ludzi, ale też i miliardy małych muszek, które utrudniały jazdę nawet w okularach. Trud wynagrodził mi zapierający dech w piersiach widok zachodu słońca nad taflą jeziora. Z tamy przez Czarnolesie powróciłem do domu.

Licznik odnotował 123 km, jazda była w upale, ale skutecznie mnie ochłodziła woda w Jeziorze Dziećkowickim (Imielińskim). Dodatkowo dwukrotnie poluzowała mi się śruba w siedzeniu, ale wszystko dokręciłem i było ok do samego końca. Była to pierwsza wyprawa rowerowa z bagażnikiem na nowym rowerze Kross, który przekręciłem (mimo wcześniejszych obaw) ze starego Magnuma i sakwą. Wszystko dobrze się spisało.