WITAJCIE NA MOJEJ STRONIE !!!
ZAPRASZAM DO ŚWIATA MOICH PASJI !!!

RACIBÓRZ 15.08.2016


Rybnik, Kuźnia Raciborska, Racibórz, Wodzisław Śl.




W święto Wniebowzięcia NMP, czyli 15.08.2016 upalna, słoneczna pogoda zachęcała do dalekiej wyprawy rowerowej...

  



Wyprawa rozpoczęła się w Ligocie, skąd pojechałem na dworzec kolejowy do Czechowic-Dziedzic, skąd pociągiem Kolei Śląskich, już wspólnie z Michałem, który wsiadał w Czarkowie, jechaliśmy do Rybnika. 



  

W rybniku widzieliśmy bazylikę i szkoły do których chodzili i wujek Romek i moja siostra Mariola. Wujek Romek zna te tereny znakomicie, ale nie mógł z nami jechać z powodu choroby, toteż mieliśmy mały problem z orientacją w terenie, ale daliśmy rady !!! Skierowaliśmy się na rybnicki rynek, a następnie wzdłuż brzegu Zalewu Rybnickiego, do miejscowości Rudy.

  

Tam zwiedzaliśmy zabytkową stację kolei wąskotorowej i widzieliśmy odrestaurowane ciuchcie parowe, do których podpięto wagony i wożono turystów. Oczywiście weszliśmy nawet do takiej lokomotywy i przez chwilę poczuliśmy się jak maszyniści. Na terenie stacji zlokalizowano przejście graniczne pomiędzy Polską a Niemcami, ponieważ dzisiejsza granica Rybnika i Rud była przedwojenną granicą państwową (Rybnik - PL, Rudy - DE).








  


Ze stacji kolei wąskotorowej pojechaliśmy do zabytkowego opactwa Cystersów w Rudach. Na terenie parku cysterskiego nie wolno jeździć rowerem, zaś my trafiliśmy tam na znaczne skupisko ludności, ponieważ trwała tam Msza św. krótko zwiedzaliśmy tereny opactwa i skierowaliśmy się leśnymi, malowniczymi szlakami w stronę pogorzeliska powstałego w wyniku pożaru lasów Kuźni Raciborskiej jaki wybuchł 26.08.1992 roku i trwał do 12.09.1992 r.  Oczywiście tereny pogorzeliska już znacznie zarosły, bowiem upływający czas i sama przyroda zrobiły swoje. Na tym terenie jest mnóstwo szlaków rowerowych, ale ich oznakowanie jest niekompletne, toteż zgubiliśmy nasz szlak i nawet mimo posiadana nawigacji GPS mieliśmy problemy z orientacją, bo nie było zasięgu. Z pomocą przychodzili nam liczni rowerzyści na trasie.

  





  
  

Dzięki nim, zajechaliśmy do samej Kuźni Raciborskiej. w samej Kuźni nie zatrzymywaliśmy się i jechaliśmy malowniczymi, poniemieckimi terenami przez Siedliska i Turze do Ciechowic, gdzie mieliśmy promem przepłynąć Odrę, ale był nieczynny. Tak oto płaskimi terenami, wśród pól i łąk, wzdłuż Odry (przez Zawadę i Łęg) dojechaliśmy szlakami rowerowymi do samego Raciborza.

    





  


W tym mieście na rowerze nie byłem pierwszy raz, ale na rynku owszem tak. Na raciborskim rynku nieco odpoczęliśmy i planowaliśmy trasę powrotną, jednocześnie konsumując lody. Początkowo planowaliśmy z Michałem, jechać do Rybnika na stację PKP i pociągiem wrócić do domów, ale zapadła znamienna decyzja... Wracamy? Tak ! Pociągiem? Nie ! Rowerem !!! No i się zaczęło... Opuściliśmy równinne tereny i zaczęły się pagórki, które pokonywaliśmy aż do samego Jastrzębia-Zdroju.

    


Malownicze widoki, podjazdy, hołdy, kopalnie... ale też fajne zjazdy to uroki naszej trasy z Raciborza do Pszowa. Zatrzymaliśmy się dopiero na stacji paliw w Wodzisławiu Śląskim Wilchwach, gdzie uzupełniliśmy zapasy jedzenia i picia, bo sklepy były zamknięte (święto). Padła propozycja, do odwiedzenia wujka Romka, który w tym czasie przebywał w pobliskim "Domu bez barier Maja", ale nieco naglił nas czas i zrezygnowaliśmy z tej wizyty. Gdybym wiedział, że była to ostatnia szansa porozmawiać z wujkiem...




Jak się później okazało wujek zmarł pięć dni później... Jadąc przez Mszaną pokazałem Michałowi słynny most na autostradzie A4, który budowali kilka lat...




Potem skierowaliśmy się na obwodnicę Jastrzębia-Zdroju, z której zjechaliśmy obok kopalni "Zofiówka" i wjechaliśmy na trasę R4 wiodącą do Strumienia. Ten odcinek trasy znam bardzo dobrze z wypraw rowerowych do wujka w Gogołowej. Wiedzie ona malowniczymi terenami, wśród  lasów, łąk i pól z pięknymi widokami na Beskidy.





Tak przejechaliśmy przez Bzie, Golasowice i Zbytków trafiając do Strumienia. Warto przypomnieć, że w okolicach Zbytkowa znajdują się sporych rozmiarów stare słupy graniczne z granicy Prus i Austrii, które wiele razy już opisywałem.




Na strumieńskim rynku pożegnałem Michała, który jechał do Piasku, koło Pszczyny, a sam pognałem przez Zabłocie, Chybie i leśnymi duktami z Landeka do domu.



Wyjątkowa wyprawa rowerowa, nowe tereny i piękne widoki, nowiutkie buty rowerowe (które dzień wcześniej kupiłem niszcząc na Soszowie stare - te same) oraz fajne towarzystwo Michała, z którym znamy się od 2006 roku, znakomicie wpłynęło na to że licznik zanotował aż 130 km.



WIECEJ ZDJĘĆ -> KLIKNIJ