WITAJCIE NA MOJEJ STRONIE !!!
ZAPRASZAM DO ŚWIATA MOICH PASJI !!!

KAMIENIOŁOM KOZY


Kamieniołom w Kozach.


W słoneczną i upalną niedzielę 11.09.2016 roku pojechałem na rowerze do kamieniołomu w najludniejszej wsi w Polsce, czyli Kozach koło Bielska-Białej.

Moja trasa, jak niemal zawsze, zaczęła się w Ligocie, skąd pojechałem prosto do Czechowic-Dziedzic, by zwiedzić południową część tego miasta. Chciałem zobaczyć jak postępują prace archeologiczne na terenie dawnego zamku Wilczków, tuż przy Pałacu Kotulińskich i kościele św. Katarzyny. Teren dawnego zamku był mocno przekopany i ogrodzony, zatem nie mogłem nic, poza ruinami, zobaczyć.

 


Skierowałem się do bielskiej dzielnicy Komorowice Śląskie. Tam podjechałem pod dawną siedzibę firmy Teknorubber Polska, a potem Euroeko, gdzie pracowałem, u włoskiego przedsiębiorcy, który okazał się być oszustem...Widząc budynki po tej firmie, nieco doznałem szoku... Znalazły one nowego właściciela, który je wyremontował !!! Pamiętam, że jak tam pracowałem, to był tam istny syf, z myszami czy szczurami w szatni, czy cieknącym dachem na hali produkcyjnej. Włoch doprowadził te budynki niemal do ruiny, a Polak je przejął i wyremontował. Można? Można.

  

Po krótkiej wizycie w Komorowicach, skierowałem się poprzez górki w Hałcnowie, do samych Kóz. Tam trafiłem na jakiś festyn w centrum... a raczej dożynki, a potem wspinałem się w stronę góry o nazwie Hrobacza Łąka, z krzyżem na szczycie, poniżej którego znajduje się dawny kamieniołom.

Zawitałem na terenie kamieniołomu. Jak zawsze z jego terenów rozciąga się niesamowity widok na okolicę wraz z Jeziorem Goczałkowickim i Górnośląskim Okręgiem Przemysłowym !!! Przy dobrej widoczności, widok rozciąga się do pasma Jesenikow w Sudetach Wschodnich, aż po Kraków i okolice !!! Podczas mojej wizyty, widok był nieco zamglony, ale i tak zapierał dech w piersiach, że nie sposób go opisać słowami... Tam trzeba po prostu pojechać !!! Trzeba też zachować dużą ostrożność, by nie poślizgnąć się na kamieniach, bądź nie spaść w ogromną przepaść, jak się jest w najwyższym miejscu, jakieś 200 m nad taflą jeziora !!! Jazda na rowerze na tym terenie jest mocno ograniczona i męcząca, ale te widoki... ach bajeczne !!! W takim miejscu chce się być !!! No ale czas naglił i musiałem wracać.

 












Wracałem natchniony przepięknymi widokami przez Kozy i Czechowice-Dziedzice, a licznik zanotował 71 km.

OBSZERNA FOTORELACJA -> KLIKNIJ