WITAJCIE NA MOJEJ STRONIE !!!
ZAPRASZAM DO ŚWIATA MOICH PASJI !!!

PRZECIESZYN I OŚWIĘCIM 8.05.2016


PRZECIESZYN I OŚWIĘCIM

 W Dniu Zwycięstwa 2016 panowały idealne warunki do zrealizowania kolejnej wyprawy rowerowej. Tym razem z siostrą, a padło na okolice Brzeszcz i Oświęcim.

Nasza trasa wiodła z Ligoty, przez Czechowice-Dziedzice do lotniska w Kaniowie, zlokalizowanego na hałdach kopalni "Silesia" , skąd oprócz ładnych widoków, można podziwiać małe samoloty. Następnie betonowymi płytami, pojechaliśmy prze Kaniów trasą rowerową wiodącą wałami Wisły (WTR), przez Jawiszowice do Brzeszcz, gdzie skręciliśmy w kierunku Przecieszyna.  Tam skierowaliśmy się lokalnymi drogami nieopodal stawów w stronę Rajska. Na tej trasie, przejeżdżaliśmy niedaleko kościoła w Przecieszynie i skręciliśmy w polną, nowiutką asfaltową drogę, która nagle się skończyła i wjechaliśmy w jakiś chodniczek, który zaprowadził nas ponownie na nowy asfalt. Jak się okazało, na końcu owej ulicy jest dom należący do .... premier Beaty Szydło chroniony przez funkcjonariuszy BOR !!!

W Rajsku, po przystanku w okolicy stawów, wjechaliśmy na drogę do Oświęcimia, gdzie zatrzymaliśmy się przy Obozie Zagłady Auschwitz, którego co prawda nie zwiedzaliśmy, bo wstęp z rowerami jest zabroniony, ale chwilę pooglądaliśmy z zewnątrz. Nie trzeba opisywać ludności, którą tam się spotyka, bo są to ludzie z całego świata. Nie trzeba opisywać tego, co czuje się będąc w tak okropnym miejscu, gdzie brutalnie mordowano miliony ludzi. Takie same odczucia są w Brzezince, gdzie potem zawitaliśmy. Tam akurat z rowerami da się wejść, ale oczywiście jazda na nich jest nie dozwolona. Będąc przy pomniku z tablicami, ma się na myśli tych, co tam zginęli i to, w jaki sposób "ludzie, ludziom zgotowali ten los"...
Z Brzezinki pojechaliśmy przez Harmęże do Rajska, gdzie skręciliśmy na lokalne trasy rowerowe wiodące obok Brzeszcz, gdzie widzieliśmy skutki działalności kopalni - szkody górnicze. Potem wjechaliśmy na główną drogą wiodącą w stronę Pszczyny, ale przez spory odcinek jechaliśmy lokalnymi, polnymi dróżkami, nieco błądząc, ale w końcu wyjechaliśmy w Rudołtowicach, a potem w Goczałkowicach, skąd przez Zabrzeg trafiliśmy do domu.