WITAJCIE NA MOJEJ STRONIE !!!
ZAPRASZAM DO ŚWIATA MOICH PASJI !!!

Maraton na Orientację




MARATOŃSKI DEBIUT - CZYLI NADWIŚLAŃSKI MARATON NA ORIENTACJĘ





TRASA ROWEROWA 50 KM.


2.04.2016 w sobotę planowaliśmy pierwszy w historii udział w zawodach rowerowych!!! Impreza pod nazwą "Nadwiślański Maraton na Orientację 2016" to zawody na kilku dystansach dla zawodników pieszych i rowerowych. My oczywiście, jako rowerzyści wybraliśmy trasę TR 50, czyli według organizatora miała ona mieć 57 km. Nasza ekipa wstępnie miała liczyć trzy osoby: Roba, Mariola i Michał . Dzień udziału w  imprezie poprzedziły przygotowania w postaci zakupu koca ratunkowego, kompasu i ochraniaczy na buty rowerowe. Żadna z tych rzeczy nie była  użyta na trasie.







Z Michałem umówieni byliśmy na start spod domu Roby o godzinie 8.30... Jakież było nasze zdziwienie, kiedy nasz kolega pojawił się pod domem już o 7.00, co oznaczało pobudkę!!! Kolega Michał musiał poczekać aż przygotujemy się do wyjazdu i o 8.00 we trzech  z domu, przez fragment Bronowa, do centrum Ligoty, do gimnazjum, gdzie mieściło się biuro zawodów. Tam otrzymaliśmy karty do podbijania na punktach kontrolnych, które rozmieszczono na trasie, a było ich 22. Po dopełnieniu formalności, tuż przed startem na trasę dołączyło do nas dwóch rowerzystów z Czechowic-Dziedzic, a organizator objaśnił nam kilka spraw organizacyjnych i dostaliśmy numery startowe na rowery, oraz mapy z zaznaczonymi punktami kontrolnymi i opisami położenia tych punktów.




O godzinie 10.00 wszyscy wyruszyli na trasę. My z Ligoty kierowaliśmy się do pierwszych punktów kontrolnych położonych przy rzece Iłownica.  Pierwszy z nich znajdował się niedaleko starej kładki i miał numer 6, a opis: "Grupa drzew", a drugi z numerem 8 mieścił się przy pomniku przyrody obok mostu nad Iłownicą w Bronowie i miał opis: " Pomnik przyrody ".
 
Następnie pojechaliśmy do kolejnego PK nad Iłownicą w Bronowie-Woźnioku i miał on numer 10, a opis: "Podwójne drzewo". Następny PK był tuż obok stawu na bronowskich Kopaninach i miał nr 9, a opis: "Płd - zach róg stawu". Potem pojechaliśmy w stronę Landeka, gdzie w lesie, nieopodal rezerwatu "Rotuz" były umieszczone 2 PK. Oba były nieco w głębi lasu na linii pożarowej.  Pierwszy z nich miał nr 16 i opis: "Ambona 23, choinka obok", a drugi był nieco dalej w stronę Landeka (następna linia pożarowa w lesie) i miał numer 24 i opis: "Półn.-zach. róg ogrodzenia za rowem". Po odnalezieniu tego PK ruszyliśmy w stronę Chybia, główną drogą, gdzie w okolicy pierwszego zakrętu w lesie był zlokalizowany PK o numerze 23 i opisie: "Stare pochylone drzewo" - odnalezienie tego PK przysporzyło nam spore trudności, do tego momentu, że aż we czwórkę przeczesywaliśmy las i dopiero po kilkunastu minutach odnaleźliśmy nasz obiekt poszukiwań i ruszyliśmy do Chybia, dalej główną drogą. Przed pierwszym przejazdem kolejowym, skręciliśmy w lewo na tzw. Bieniowiec i lokalnymi drogami dotarliśmy do Zarzecza i na wał Jeziora Goczałkowickiego, skręciliśmy w prawo i zajechaliśmy za daleko w stronę zatoki. Znów poszukiwaliśmy PK, ale znaleźliśmy go, dopiero po powrocie, przy linii pożarowej na skraju lasu. Był to PK o numerze 25, opisany jako "Narożnik ogrodzenia" . Z jeziora widać było zalany dawny bunkier Armii Kraków wybudowany tuż przed II wojną światową.  Z Zarzecza, lokalnymi drogami pojechaliśmy do Zabłocia, gdzie wyjechaliśmy na główną drogę z Chybia do Strumienia. Tuż przed mostem na Wiśle, skręciliśmy w prawo i jechaliśmy drogą aż do wałów Jeziora Goczałkowickiego, gdzie miał być kolejny PK opisany jako "Ambona" i numerze 20. Z wału trzeba był zjechać nieco w stronę jeziora i skręcić w prawo, gdzie była owa ambona. Powróciliśmy na drogę Chybie-Strumień i po przejechaniu przez most nad Wisłą, kierując się drogą na Pszczynę, szukaliśmy po prawej stronie kolejnego PK z numerem 12, opisanym jako "Nora za wałem - kierunek wskazuje konar drzewa bobrów - 40 m.".

Trochę czasu zajęło nam odnalezienie tego miejsca, jak i jazda po wyboistym chodniczku...ale po odbiciu się powróciliśmy na główną drogę.  Tam grupa się rozdzieliła - dwóch naszych kolegów z Czechowic-Dziedzic pojechało do miasta Strumień, a my tj. Roba, Mariola i Michał ominęliśmy to miasto do północnego wschodu bezbłędnie  (zbaczając z drogi przez łąkę) trafiając do PK oznaczonego numerem 13, o opisie: "Osada Białogród".

Warto wspomnieć, że jest to osada imitująca dawny Biskupin - osada z czasów średniowiecza. Spore trudności przysporzyło nam odnalezienie, ponownie jako grupa 5 osobowa, punktu kontrolnego z numerem 17, opisanego jako "Krzaki obok lisiej nory". Punkt ten położony był niemal w korycie małej rzeczki, a odnalezienie go było przedmiotem wcześniejszej dyskusji, ale ułatwił nam to znamy wszystkim czechowiczanin-rowerzysta, który dołączył do naszej grupy. Następnie po znalezieniu czerwonego, turystycznego szlaku w Wiśle Małej skierowaliśmy się w stronę kolejnego PK, (o numerze 14 i opisie " Drzewa nad brzegiem"), położonego przy części Jeziora Goczałkowickiego, przeciętej przez drogę Strumień-Pszczyna. Najpierw wjechaliśmy na teren prywatny, ale potem poszukiwaliśmy PK i dość szybko we trzech go znaleźliśmy i ruszyliśmy dalej. Banalne okazało się odnalezienie następnego PK, który zobaczyliśmy z daleka, a był to PK z numerem 21 i opisany jako "Róg ogrodzenia". Następnie przejechaliśmy przez główną drogę i trafiliśmy blisko brzegu Jeziora Goczałkowickiego, do punktu kontrolnego nr 18, opisanego jako "Samotne, niewielkie drzewo". Faktyczne drzewo było samotne i niewielkie, a my po odbiciu się wróciliśmy już w  Wiśle Wielkiej na główną drogę Strumień - Pszczyna. Na trasie pokazałem kolegom, bowiem siostra nas opuściła, jak widać Tatry znad Jeziora Goczałkowickiego, bowiem było je faktyczne widać!!!!!! Rowerzysta, którego spotykaliśmy przy PK17, pojechał samotnie do Ligoty, a my już we 4, Punkt Kontrolny nr 19 znaleźliśmy po skręceniu w prawo z drogi do niewielkiego lasku, w pobliżu brzegu jeziora. Były trochę problemy z jego odnalezieniem , bo początkowo, minęliśmy go...  PK o numerze 19 okazało się być  "Duże drzewo z kapliczką". Potem pojechaliśmy brzegiem jeziora w stronę Łąki, gdzie przy niewielkim stawku, przy brzegu jeziora zlokalizowany był PK o numerze 15 i opisie "Wyróżniające się drzewo na brzegu". Potem przez Łąkę (wieś), pojechaliśmy polnymi drogami w stronę tamy Jeziora Goczałkowickiego w Goczałkowicach. No i musieliśmy przed samą tamą zawrócić i wjechać do niewielkiego lasu, obok dawnego ośrodka policyjnego, gdzie z trudnościami zlokalizowaliśmy nad niewielkim jeziorkiem, punkt kontrolny nr 11 i opisany jako "Wykrot". Problemem okazało się bowiem co oznacza owy "wykrot" - co poruszono tuż przed startem maratonu w biurze zawodów. "Wykrot" to nic innego jak przewrócone drzewo z częściowo wyrwanym korzeniem... Powróciliśmy na wał, a potem szybko zjechaliśmy w stronę Zabrzega, gdzie szybko zlokalizowaliśmy kolejny PK, umiejscowiony  na cokole dawnej kładki pieszo-rowerowej prowadzącej do Goczałkowic, zniszczonej przez falę powodziową w maju 2010 roku.
 
Ten PK miał numer 28, co błędnie oznaczono na naszych mapach jako PK z numerem 11. Opis tego PK był taki: "Cokół nieistniejącej kładki rowerowej". Po odbiciu, powróciliśmy na wał Jeziora Goczałkowickiego w Zabrzegu i szybko wjechaliśmy do lasu i pod tunel, oraz przez przejazd kolejowy do Czarnolesia, gdzie skierowaliśmy się drogą wzdłuż torów w stronę Zabrzega i skręciliśmy w leśny chodnik, prowadzący do Miliardowic. Tam zlokalizowane były dwa PK. Pierwszy był przy pierwszym zakręcie chodnika (po prawej stronie, miał numer 2 i opis "Kopiec"), a drugi kawałek dalej i był przy leśnej pasiece, zlokalizowanej przy wyjeździe z lasu na asfaltową drogę w Miliardowicach. Był to nasz ostatni PK, miał numer 5 i opis "Drzewo w płn. rogu pasieki".


Po zaliczeniu wszystkich punktów kontrolnych szybko pojechaliśmy z Miliardowic, na metę w centrum Ligoty - do gimnazjum, skąd był start. Zdobyliśmy wszystkie punkty kontrolne i zmieściliśmy się w limicie czasu 8 godzin (start byl o 10.00, a zamknięcie o 18.00). Na trasie Mariola jadąc już samotnie, złapała gumę, ale poradziła sobie z tym i już po czasie, ale zaliczonych wszystkich PK, dotarła do domu. My zaś ponownie spotkaliśmy rowerzystę, który nas opuścił przed 19 PK i zawitaliśmy o 17.30 na mecie. A tam oddaliśmy bloczki, na których odbijaliśmy PK - pukty kontrolne były oznaczone biało-czerwonymi lampionami, do których dołączony był specjalny dziurkacz, którym odbijaliśmy.

Po przywitaniu i sutym posilku na mecie, pożegnaliśmy naszych towarzyszy z Czechowic-Dziedzic, podziękowaliśmy organizatorom za fajny maraton i odjechaliśmy. Roba jeszcze odprowadził Michała na wal goczalkowicki i powrócil do domu. Zadowolenie bylo ogromne, debiut w zawodach rowerowych udany!!!  Trasa miała liczyć 57 km, a Roba zrobił aż 84 km, na trasie maratonu plus dojazd i odjazd z mety. Pogoda okazała się łaskawa, slonecznie i cieplo (13 stopni) ,ale nieco wialo, ale to i tak nam humorów nie zepsuło.

Nam pokonanie trasy zajęło 7,5 godziny, a zwycięzcom cos kolo 4 godzin... Gratulujemy! No i szykujemy się na następne zawody w przyszłości...  Satysfacji dodaje fakt, ze my - amatorzy zmierzyliśmy się z zawodowcami i jesteśmy zadowoleni!!!
 
Galeria zdjęć:https://photos.google.com/album/AF1QipM0oFkz_OK0uhbk1lprQS-McIAHZZ3N7M2DDZQL