WITAJCIE NA MOJEJ STRONIE !!!
ZAPRASZAM DO ŚWIATA MOICH PASJI !!!

PKP JASTRZĘBIE, PETROVICE 2.10.2016

Trochę historii, czyli kolej w Jastrzębiu-Zdroju...



Wyprawa, którą teraz opisuję jest wyjątkowa w całej historii naszych wypraw rowerowych... Dlaczego? Zapraszam do lektury...

Moje rowerowe wojaże, rozpoczęły się po południu, w deszczu,   w dniu  2.10.2016 roku. Była to niedziela, a zarazem ostatnia niedziela, kiedy pojechałem swoim 18 letnim autem marki Ford Fiesta Flair z rowerem w środku na wyprawę rowerową... Nadszedł bowiem czas, by stare auto zmienić na "nowszy model", który już był tuż tuż... Godne pożegnanie mojego samochodu z rowerem, rozpoczęło się w dzielnicy Petrovic koło Karwiny (Czechy), zwanej jako Pierstna, niedaleko toru motokrosowego. Po przyjechaniu tam na miejsce, mimo kropiącego deszczu, rozpakowałem rower i wyruszyłem leśnym duktem w kierunku jastrzębskiej dzielnicy Ruptawa.




Wjeżdżając do Jastrzębia, skierowałem się na wschód, obok znanej fabryki przypraw "Prymat" a potem ul. Podhalańską do ul. Cichej, gdzie jest trasa rowerowa R4, którą wiele razy jeździłem do Gogołowej.

  


Tam, przy wiadukcie wjechałem na dawne torowisko, nieopodal ogródków działkowych. Oczywiście po torowisku zostały tylko kamienie, słupy i podkłady i nic więcej... Jechałem, bądź szedłem szlakiem dawnej linii kolejowej, docierając do dawnego budynku stacji Jastrzębie Górne, niedaleko ul. Grodzkiej. Budynek jest zdewastowany i zamknięty, a perony mocno zarośnięte.  

  




Pomimo padającego deszczu ruszyłem dalej po nasypie kolejowym. Wkrótce dojechałem do dawnej stacji Jastrzębie Główne. Cała stacja jest mocno zarośnięta, a sam budynek mocno zdewastowany i zamknięty. Jednak znalazły się osoby, które na mój widok uciekły z wnętrza budynku. Wystraszyła ich moja żółta, odblaskowa kamizelka...


   


No ale ruszyłem dalej... Nieco groźnie robiło, się gdy przechodziłem po drewnianych elementach wiaduktów, zwłaszcza, że były mokre...Nieczynną linią kolejową jechałem/szedłem aż do tzw. Bożej Góry, gdzie musiałem zakończyć tę część eskapady, bowiem nie było mostu nad rzeką Szotkówką  i wiaduktu nad drogą... 





Dlatego, lokalnymi drogami skierowałem się na południe i znalazłem dalszy ciąg dawnej linii kolejowej. Było to na skrzyżowaniu ul. Wyszyńskiego / Ranoszka i Komuny Paryskiej, gdzie zawróciłem w kierunku Mszanej, pamiętając, że tam jest stacja w Moszczenicy.



Niestety ciemności sprawiły, że nie znalazłem tej stacji, ale odpuściłem poszukiwania, bo kiedyś tam byłem z wujkiem Romkiem. Ulicą Ranoszka skierowałem się w stronę granicy czeskiej, do samochodu, bo zorientowałem się, że zostawiłem tam dokumenty!!! A więc 2 razy bez dokumentów przekroczyłem granicę państwa. Mimo ulewy podjechałem jeszcze w znane nam miejsce, czyli do "Koliby na końcu świata" w Pierstnej, gdzie wiele razy bywałem sam i z Ś.P. wujkiem Romkiem.  




Po chwili, już przy mocnej ulewie dotarłem do samochodu, a licznik zanotował tylko 50 km, ale trasa była momentami bardzo trudna, bo po nasypie kolejowym dawnej kolei w Jastrzębiu-Zdroju, co było dla mnie ciekawą lekcją historii. Na trasie nieco się pogubiłem, ale wynikało to z faktu iż  teren kolejowy w Jastrzębiu słabo znam. Może nie gubiłbym się gdyby był ze mną wujek Romek, ale niestety ten człowiek zmarł 20.08.2016 roku. Wyprawy rowerowe w tamte okolice będą kontynuowane, ale bez wujka to już nie będzie to samo... 

Po zakończeni rowerowania, szybko spakowałem się do samochodu i pojechałem do domu. Była to pożegnalna wyprawa z udziałem mojego dotychczasowego niebieskiego Forda Fiesty, ale nie ostatnia z wykorzystaniem samochodu, bowiem już w drodze był jego następca...

 
 OBSZERNA GALERIA ZDJĘĆ Z WYPRAWY ZNAJDUJE SIĘ:

NA FACEBOOKU : KLIKNIJ

oraz na: