WITAJCIE NA MOJEJ STRONIE !!!
ZAPRASZAM DO ŚWIATA MOICH PASJI !!!

PAWŁOWICE ŚLĄSKIE 20.11.2016

 Pawłowice Śląskie



20 listopada 2016 roku, po blisko 3 tygodniach przerwy w sezonie rowerowym, ponownie ruszyliśmy w trasę. Przerwa spowodowana była atakiem zimy i opadami śniegu, ale nieznacznymi, toteż nie inaugurowaliśmy sezonu narciarskiego.

Nasza wspólna, z Mariolą, wyprawa rowerowa wiodła najpierw ulicami Bronowa i Landeka, a następnie przez Chybie do Strumienia. Ze Strumienia, w kierunku Pawłowic Śląskich, jechaliśmy dobrze znaną nam graniczną groblą, ze słupami granicznymi dawnej granicy prusko-austriackiej.




Tą trasą dotarliśmy do Pawłowic, do centrum. Przy okazji mogliśmy nieco przetestować nowo otwartą obwodnicę tej miejscowości, która prowadzi od DK 81, do granicy z Jastrzębiem-Zdrój, gdzie zawitaliśmy, ale na krótko. Konkretnie, to byliśmy przy pomniku, gdzie kilkakrotnie żegnaliśmy się z naszym wujkiem Romkiem, gdy nas odprowadzał po zakończeniu wielu wspólnych wypraw po ziemi rybnickiej, czy wodzisławskiej itd. Przy okazji wspomnę, że nasz fantastyczny wujek niestety zmarł 20.08.2016 roku, po walce z glejakiem...

Powróciliśmy do Pawłowic, przemierzając czy to na rowerach, czy pieszo, szlak zlikwidowanej linii kolejowej z Pawłowic do Jastrzębia. Jazda po nasypie kolejowym, do łatwej nie należała, ale zachowało się tam wszystko, oprócz słupów trakcji i szyn, więc nawet gdyby nie doszło do reaktywacji, to wystarczył by  drobny remont nasypu i byłaby idealna trasa rowerowa....

Z Pawłowic, skierowaliśmy się lokalnymi drogami na starą granicę prusko-austriacką (to teraz jest granica Pawłowic i Zbytkowa, za stawami), gdzie podziwialiśmy kolejny słup graniczny, a potem jechaliśmy  miedzą na drogę do Zbytkowa. W tej miejscowości zastała nas już ciemność, co stworzyło idealne warunki do przetestowania nowego oświetlenia, a zwłaszcza nowej lampki z przodu.


W Zbytkowie, chwilę stanęliśmy przy miejscowym kościele, a potem jechaliśmy do Strumienia i do Zabłocia, jednocześnie kierując się wzdłuż południowego brzegu Jeziora Goczałkowickiego. Niestety, tuż przy boisku w Zabłociu, nasza wyprawa zamieniła się z rowerowej na pieszą. Marioli posypało się łożysko w tylnym kole, co uniemożliwiło jej dalszą jazdę. Tak, oto pieszo, powróciliśmy na główną drogę ze Strumienia do Chybia.


Początkowo plan był taki, abym to ja jechał rowerem do domu i po siostrę wrócił samochodem, ale jako że pogoda była znakomita, jak na listopad (ciepło i pogodnie), postanowiliśmy iść pieszo, z Zabłocia przez Chybie i Landek do domu.

Mimo tego, że trochę sobie pochodziliśmy, to humory dopisywały i do domu wróciliśmy cali i zdrowi.

Skutki tak dalekiego maszerowania (około 20 km) nie były aż nadto odczuwalne.

Galeria zdjęć: photos.google.com/album/AF1QipMNMbKcG4fp-5DWOdqdeo1bc3PJCrkkoKpxqSWM