WITAJCIE NA MOJEJ STRONIE !!!
ZAPRASZAM DO ŚWIATA MOICH PASJI !!!

STECÓWKA

 

STECÓWKA


Zobacz trasę w Traseo
 

W słoneczną i ciepłą niedzielę 11.06.2017 roku 4 cyklistów wybrało się na wyprawę rowerową. Z Ligoty było 2 cyklistów (ja i P. Jurek) po jednym z Zabrzega i Czechowic-Dziedzic. Trasę opracował cyklista Grzegorz z Zabrzega, za co Mu serdecznie dziękujemy.

 



Wyprawa rozpoczęła się o 8.00 pod Domem Kultury w Ligocie-Miliardowicach, skąd po przywitaniu się wyruszyliśmy w kierunku Bronowa, a następnie Landeka. Co ciekawe jeden dom na granicy Bronowa z Landekiem należy do Zabrzega, a kolejny do Ligoty !!! Są to nieścisłości pozostałe po czasach austriackich. W Landeku pokazałem P. Jurkowi stare kamienie graniczne TK Komory Cieszyńskiej, a potem skierowaliśmy się w stronę Iłownicy, gdzie mijaliśmy jeden z pierwszych w Polsce kościołów pw. św. Jana Pawła II. Następnie przejechaliśmy przez Pierściec i Kiczyce. W Skoczowie wjechaliśmy na jedną z najpopularniejszych tras rowerowych w regionie, czyli Wiślaną Trasę Rowerową.




Tą trasą, która wiedzie wałem Wisły, przejechaliśmy ze Skoczowa do Harbutowic i Ustronia, gdzie była mała modyfikacja ze względu na remont trasy (przejechaliśmy drugą stroną rzeki) i postój w lokalu gastronomicznym. Po chwili ponownie wjechaliśmy na WTR i zajechaliśmy do samego centrum miasta Wisła. Jest to znana na całą Polskę miejscowość położona u źródeł "Królowej Polskich Rzek".


Wisła jest położona w Beskidzie Śląskim i jest znanym ośrodkiem turystycznym i narciarskim (zimą szaleję tam na nartach). My przejechaliśmy przez zatłoczone centrum w stronę osady Malinka, a potem do miejsca połączenia dwóch potoków źródłowych Wisły, czyli Czarnej i Białej Wisełki, które łączą się w sztucznym Jeziorze Czerniańskim. Po krótkim postoju na wale tegoż jeziora, gdzie zaczyna się Wiślana Trasa Rowerowa (docelowo ma być ona wzdłuż Wisły aż do Gdańska), pojechaliśmy asfaltową drogą wzdłuż Czarnej Wisełki.



Droga ta jest fragmentem szlaku na Przysłop i Baranią Górę, gdzie znajdują się źródła Czarnej i Białej Wisełki. W pewnym momencie dojechaliśmy malowniczą trasą do skrzyżowania i wjechaliśmy w prawo. Droga wiodła w lesie, wśród górskich potoków, śpiewów ptaków i wspaniałych widoków... Asfaltem dojechaliśmy do miejsca przeznaczenia, czyli do przysiółka Istebnej zwanego Stecówka. Jest tam kilka domów, schronisko (niestety jego stan techniczny jest zły) i drewniany kościółek. Zwiedziliśmy ten kościółek.
Górska kaplica na obszarze parafii pw. Jezusa Dobrego Pasterza w Istebnej została wzniesiona w latach 1957–1958 przez miejscowych cieśli. Poświęcono ją 12 stycznia 1958. W 1959 dobudowano wieżę i zakrystię. Kaplica zostaje siedzibą rektora ks. Antoniego Goliasza w 1971. Kościołem parafialnym jest od 29 stycznia 1981.W 2011 nakręcono tu scenę ślubu w filmie „Och, Karol 2”.W nocy z 2 na 3 grudnia 2013 roku miał miejsce pożar świątyni, w wyniku którego budynek w większości spłonął. Strażacy zdołali uratować część wyposażenia oraz tabernakulum, ocalała też część ścian. Kościół był konstrukcji zrębowej postawiony na murowanej podmurówce. Od strony północnej do nieuwydatnionego prezbiterium przylegała niewielka zakrystia. Całość przykryta była dwuspadowym, gontowym dachem. Z konstrukcją dachu połączona była czworoboczna, niewielka wieża na zrębie nawy. Główne wejście od strony zachodniej ozdobione było trójkątnym szczytem. Nieopodal położona jest niewielka dzwonnica, również obita gontem. Obraz Matki Boskiej Fatimskiej z 1957 na ołtarzu głównym był autorstwa Jana Wałacha z Andziołówki. Ramię tego obrazu oraz tabernakulum wyszły z warsztatu Ludwika Konarzewskiego juniora. Z kolei rzeźba Chrystusa, płaskorzeźba Najświętszego Serca Jezusa i rzeźbione stacje Drogi Krzyżowej były autorstwa Jana Krężeloka z Koniakowa. Józef Bocek, snycerz z Istebnej-Mlaskawki wykonał ołtarz, balaski i kropielnicę. W wytworzeniu wyposażenia brali również udział Jan Bojko, Józef Kukuczka i Teresa Stankiewicz, która wykonała witraże. Po lewej stronie w kruchcie znajdowała się ponadto rzeźba Chrystusa Frasobliwego.


Następnie, rozplanowaliśmy dalszą część trasy ( były plany jechania na pobliską górę Ochodzita, ale zrezygnowaliśmy). Ze Stecówki pojechaliśmy piękną leśną, asfaltową trasą do kolejnego przysiółka Istebnej zwanego Kubalonka, który znajduje się na przełęczy o tej samej nazwie, stanowiącej granicę Istebnej i Wisły. Tam zjedliśmy obiad i wyruszyliśmy ponownie do centrum Wisły, tyle że nie główną drogą ale inną, boczną. Jak się później okazało bardzo stromą, ale też niezwykle malowniczą i widokową. Stromo było w kilku miejscach i miałem obawy czy nie zrobię "kopyrtka", bowiem przód roweru był dużo niżej niż siodełko....
 

Trudy zjazdu wynagrodziły przepiękne widoki m.in. na pasmo Baraniej Góry, Czantorii, czy Stożka.  Nasza trasa zaprowadziła nas do centrum Wisły, gdzie był postój na kolejny posiłek, oraz chwilowe podziwianie występu jakiegoś zespołu ludowego, z którym wokalnie, "konkurował" P. Jurek   




Trasa, jaką później wracaliśmy pokrywała się z tą trasą, jaką jechaliśmy do Wisły. WTR na wałach rzeki Wisły to super trasa, którą wiele razy jechałem i mimo tego ma ona w sobie to coś, co przyciąga: szum Wisły, śpiew ptaków, i okoliczne góry, to niektóre z atutów tej szutrowej i równej trasy rowerowej.  Tak powracaliśmy z Wisły przez Ustroń, Harbutowice, Skoczów, Kiczyce, Pierściec (kolejny postój lokalu gastronomicznym), Iłownicę, Landek i Bronów. Ja pierwszy rozstałem się z cyklistami, którzy jak przystało na kolegów, odprowadzili mnie pod samą furtkę, za co serdecznie dziękuję.


Trasa jaką pokonaliśmy była dosyć trudna jeśli chodzi o tereny pogranicza Wisły i Istebnej - liczne przewyższenia trochę dawały się we znaki i co ważne na Stecówce nigdy nie byłem !!! Ilość przejechanych km to 110 w moim przypadku, ale niestety licznik na końcu - po dojechaniu do domu zaprzestał mierzenia odległości - chyba go zajechałem


Koncepcja tej wyprawy nie była mojego autorstwa. Całą trasę prowadził nas cyklista Grzegorz, a mnie telefonicznie o tej wyprawie poinformował Pan Jurek, w czwartek a wyjazd był w niedzielę, czyli to był taki "spontan", ale takie wyprawy których się nie planuje mają też swój urok. Uroku całej wyprawie dodawała pogoda - słońce spowodowało zmianę odcienia skóry, i po opaleniźnie jaką zyskałem w Piekarach pojawiła się kolejna "kolarska opalenizna", czyli dawka witaminy D.

GALERIA ZDJĘĆ:
https://photos.google.com/album/AF1QipMPtlE7JBOJfGnf6aP40NfacwIuWnGVXcEqQqIm