WITAJCIE NA MOJEJ STRONIE !!!
ZAPRASZAM DO ŚWIATA MOICH PASJI !!!

MARATON RUDZICA 2017


Nadwiślański Maraton na Orientację 2017






W sobotę 8.04.2017 roku w Rudzicy odbywał się maraton na orientację organizowany przez grupę "Rozbiegamy to miasto" z Czechowic-Dziedzic. Jest to maraton pieszy i rowerowy. Ja oczywiście wziąłem udział w edycji rowerowej na 50 km. Pogoda niestety była z początku deszczowa (co zniechęciło mojego kolegę Michała), ale potem niebo się wypogodziło i zza chmur wyjrzało słońce i tak był do końca.
 
 
Nasz maraton rozpoczął się o godzinie 9.32. rowerzyści z całej Polski i ja ruszyli na trasę z wyznaczonymi 13 punktami kontrolnymi - kolejność była dowolna. Ja najpierw skierowałem się w stronę Wieszcząt, gdzie był punkt 50 "Młodnik", 20 m. od S krawędzi.
 
Był to młody lasek zlokalizowany niedaleko drogi, gdzie wiodła błotnista droga. Następnie skierowałem się do Łaz, gdzie niedaleko drogi na Grodziec w leśnym wąwozie, zlokalizowano punkt 17 "Jar", który miałem kłopoty znaleźć, bo znajdował się w leśnej dolinie.
Następnie z Łaz ruszyłem asfaltową drogą wśród pól do Jasienicy. Punkt 33 zlokalizowano przy "drzewie z jemiołą" co nie było trudne do znalezienia.
 
Następny punkt zlokalizowano niedaleko centrum Jasienicy tuż przy drodze S52 (dawniej S1) i było to "Podnóże urwiska", gdzie faktycznie było skalne urwisko.
 
Kolejny punkt znajdował się w polach w stronę Międzyrzecza, gdzie było spore wzniesienie i dużo błota, ale znalazłem go bez problemów, a był to PK 35 "Drzewo na szczycie, kilka m na W od kamienia".
 
Następnie tą samą trasą powróciłem do Łaz, a potem przez Świętoszówkę pojechałem do
Pogórza, gdzie przy rozwalonym bunkrze był PK 28 "pozostałość bunkra". To też znalazłem bez problemów.
 
Duże problemy miałem ze zlokalizowaniem PK 23 "Grodzisko, kopczyk na wale" w okolicy starego grodziska Gołęszyców w Międzyświeciu za Skoczowem. PK był zlokalizowany na dosyć stromym wale zmiennym, gdzie pokierowali mnie napotkani inni zawodnicy (fair-play!!!) i po pokonaniu bagnistych terenów tam dotarłem.
Kolejny problem stanowił PK 1 zlokalizowany nieopodal Simoradza. Tam jechałem z centrum tej miejscowości przez łąkę do lasu, gdzie był niewielki strumień. Szukałem go długo, aż zobaczyłem innych rowerzystów i poszedłem ku nim, dzięki czemu trafiłem do PK 1 "Zakole strumienia".
Potem z Wiślicy, przejechałem do Kiczyc, by szukać PK 15 " Posyp". Był on zlokalizowany nieopodal masztu na wzniesieniu już w Pierścu. Jego znalezienie było trudne, bo nie miałem pojęcia, co to jest owy "posyp", którego też inni szukali, ale wspólnymi siłami znaleźliśmy go.

Z Pierśca pojechałem w stronę Roztropic, gdzie łatwo znalazłem PK 43 "Samotne, okazałe drzewo".

Był on zlokalizowany tuż za "Mototechniką". Następnie wspiąłem się do Roztropic i zjechałem do Iłownicy, gdzie za pomnikiem, niedaleko OSP był PK 46 "Drzewo za pomnikiem", a następnie przez Landek pojechałem w kierunku rudzickiej kaplicy św. Wendelina, gdzie za kaplicą zlokalizowano PK 37 "Tyły kapliczki".
 
Miejsce to jest mi bardzo dobrze znane, toteż dotarcie nie stanowiło żadnych problemów. potem wspiąłem się na kopiec rudzicki i skierowałem w stronę Międzyrzecza, skręcając w lewo do lasu, gdzie jest "Kamień Rudzicki" z czasów zlodowacenia, gdzie był mój ostatni PK - czyli PK 45 "Drzewo ok 10 m na W od kamienia" .

Tam też spotkałem tych samych ludzi i biegaczkę co byli przy maszcie w Pierścu, gdzie pokazałem im dojście do PK przy kamieniu. Ja, już mocno zmęczony skierowałem się do centrum Rudzicy do szkoły na finisz. Zameldowałem się na mecie, nie wiedząc jakie miejsce zająłem, ale to nie było moim celem. Cel to była dobra wyprawa, zabawa wśród ludzi z całej Polski i dodatkowe km do akcji "Rower Pomaga". Na mecie dostałem posiłek - gulasz i kołaczyki z napojem izotonicznym, które zlikwidowały zmęczenie. Tak zakończył się mój udział w maratonie.

 Stan mojego roweru, który dzielnie walczył z wodą i błotem wymagał natychmiastowej interwencji, toteż pojechałem do Jasienicy na myjnię bezdotykową by przy pomocy Karchera usunąć kilogramy błota, co udało się bez problemów, a zwykle mycie byłoby bardzo trudne... Błotniki skutecznie powstrzymywały błoto i to nie wylądowało na mojej kurtce, ale na getrach i butach oraz sakwie, które po przyjechaniu do domu zostały natychmiast wyczyszczone.

Z Jasienicy wracałem przez Rudzicę i ponownie zawitałem przy kaplicy św. Wendelina, bo po prostu jest to jedno z moich ulubionych, urokliwych miejsc. Potem przez Bronów wróciłem do domu.

Choć trasa rowerowa, którą wybrałem miała być tylko 50 km, to mój licznik pokazał aż 94 km !!! Mogłaby być nawet 100 km , ale jazda po pagórkowatym terenie na maratonie, dała mi mocno w kość i tym razem nie dobijałem do stu.
 
GALERIA ZDJĘĆ: https://photos.google.com/album/AF1QipNlrb0-wGsCfKNjzr06X0WEogDhkjfztnyXCiNF