WITAJCIE NA MOJEJ STRONIE !!!
ZAPRASZAM DO ŚWIATA MOICH PASJI !!!

ŻYLINA, WAG



Słowacja - Żylina i Wag.


W niedzielę 27 sierpnia 2017 roku, zachęcony sobotnią Mszą św. na trójstyku w Jaworzynce, postanowiłem tam powrócić, ale z rowerem. Trójstyk to miejsce zetknięcia się granic Polski, Rep. Czeskiej i Słowacji.






Do czeskiej Herczawy dotarłem samochodem, który zaparkowałem na parkingu, przy drodze wylotowej z tej miejscowości. Droga ta, prowadzi przez las serpentynami, którymi jechałem na rowerze w kierunku Mostów koło Jabłonkowa (Mosty u Jablunkova), jednak w końcowym fragmencie szlak rowerowy odbił w prawo na polanę, z której był malowniczy widok na całą przełęcz jabłonkowską, a nawet Ochodzitą  z polskiego Koniakowa, czy Fatrę ze Słowacji. Przez Mosty dojechałem widokową trasą, wiodącą nad tunelem kolejowym, do tzw. szańców.

Szańce jabłonkowskie – zespół fortyfikacji i umocnień polowych, wznoszonych systematycznie od połowy XVI w. do połowy XVIII w. wzdłuż ówczesnej granicy śląsko-węgierskiej w rejonie Przełęczy Jabłonkowskiej w celu obrony przed zagrożeniem tureckim.



 



Przez kilka minut chodziłem po tym miejscu, podziwiając rozpościerające się stamtąd widoki na całą przełęcz jabłonkowską i granicę czesko-słowacką, którą później przejechałem i tym sposobem wjechałem na teren Słowacji, czyli dawnych Górnych Węgier. Granica czesko-słowacka to właśnie fragment tej granicy. powstała 1 stycznia 1993 roku w wyniku podziału Czechosłowacji.

 

Po zjechaniu do Czadcy, postanowiłem zatrzymać się w tamtejszym supermarkecie Tesco, by zrobić zapas jedzenia, który kosztował mnie 8 euro. Następnie z Czadcy wyruszyłem malowniczą doliną rzeki Kysucy w stronę Żyliny. Na trasie nie było żadnych wzniesień, toteż jechało się przyjemnie, do momentu w którym w mieście Krasno nad Kysucą musiałem wjechać na główną i niestety ruchliwą drogę. Na szczęście okoliczne widoki urozmaicały i dolina Kysucy urozmaicały trasę. kolejnym większym miastem w jakim zawitałem było położone tuż przed Żyliną Kysuckie Nowe Miasto. Stamtąd nieco urozmaiconą trasą (budowa nowej drogi) przypadkiem dotarłem do ujścia Kysucy do głównej rzeki Słowacji, czyli do Wagu. Tam pojeździłem jakimś leśnym chodniczkiem nad Wagiem a następnie zawróciłem, bo wjechałem na tereny myśliwych (było słychać strzały). Powróciłem na ulice Żyliny. 
   


Lekkiego szoku doznałem w momencie kiedy słyszałem komunikaty, głoszone z głośników umieszczonych na słupach - co jest normą w Słowacji, a w mniejszym stopniu też w Czechach. Pobłądziłem trochę i skierowałem się nad jezioro zaporowe na Wagu i zawróciłem na trasę w kierunku Czadcy. Z Żyliny do Czadcy jechałem tak samo jak wcześniej przez Kysuckie Nowe Miasto czy Krasno nad Kysucą, czyli doliną Kysucy. Oczywiście spory ruch nieco mnie denerwował, ale wynagradzały mi to bajeczne widoki na okoliczne góry i doliny, a nawet humoru nie popsuł chwilowy deszcz... Trochę żałowałem, że nie wjechałem do centrum Żyliny, bowiem jest to miasto partnerskie nie tylko dobrze znanych mi Czechowic-Dziedzic, ale też Bielska-Białej !!! Powodem nie wjechania do centrum Żyliny było fatalne oznakowanie na drodze, ale to jest zapowiedź tego, że w przyszłości i tak tam wrócę - w Żylinie ostatni raz byłem w 2000 roku, podczas klasowej wycieczki.  Żylina jest miastem wojewódzkim - stolicą województwa żylińskiego (źilinsky kraj). Przy okazji jechania tam i  z powrotem do Żyliny odwiedziłem Oszczadnicę - miejscowość mi znaną z ośrodka narciarskiego na Wielkiej Raczy. Po przejechaniu przez Czadcę, skierowałem się do Świerszczyńca, a następnie do Czernego, gdzie przejechałem przez centrum i skierowałem się na trójstyk granic.

   


Zdziwienie wywołał fakt, że droga wiodąca w kierunku trójstyku jest asfaltowa - kiedy byłem tam ostatni raz była jeszcze budowana pobliska autostrada z ogromnymi wiaduktami. Pod jednym z nich przejechałem i przeszedłem , bo jest dosyć mocno pod górę. W pewnym momencie jest skrzyżowanie z leśną, kamienistą dróżką wiodącą na styk granic Polski, Rep. Czeskiej i Słowacji. Niestety, w miejscu zetknięcia się granic rozebrano mostek i ze Słowacji do Polski przejechałem chodniczkiem, który odkryłem dzień wcześniej będąc na Mszy św. a potem dopiero zawitałem na trójstyku. Miejsce to cały czas się zmienia: po polskiej stronie powstaje hotel i jest nowy ołtarz, gdzie sprawowano Mszę św. przez trzech biskupów : Tomasza Galysę (SVK), Frantiśka Lobkowicza (CZ) i Piotra Gregera (PL) , a po czeskiej punkt gastronomiczny. Z trójstyku przejechałem przez przysiółek polskiej Jaworzynki zwany Trzycatkiem do czeskiej Herczawy, gdzie na parkingu zakończyłem wyprawę.


Przed odjazdem z Herczawy odwiedziłem tamtejszą maryjną grotę, znajdującą się blisko parkingu.


Licznik zanotował 105 km, z czego może 85 procent wyprawy było na terenie Słowacji, 10 procent na terenie Czech i tylko 5 procent w Polsce. Pogoda dopisała, świeciło słońce i było ciepło na tyle, że jechałem bez koszulki... Deszcz był tylko na kilka chwil w okolicach kysuckiego Nowego Miasta, ale to było przyjemne ochłodzenie nagrzanego ciała.


 GALERIA ZDJĘĆ Z WYPRAWY: https://photos.google.com/album/AF1QipP7fJ96UnIy3ysc_hVI8_ahoxDvBupxK2I_bSLV