WITAJCIE NA MOJEJ STRONIE !!!
ZAPRASZAM DO ŚWIATA MOICH PASJI !!!

RAJZA NIEPODLEGŁOŚCI


Strumień - Pszczyna


W dniu Narodowego Święta Niepodległości 2017 roku, pomimo niepewnej pogody odbyła się wyprawa rowerowa.
 
 





Wyprawa rozpoczęła się około godziny 13.00. Z domu wyruszyłem w kierunku zabrzeskich lasów w Czarnolesiu, mając zamiar udać się w kierunku zapory Jeziora Goczałkowickiego. Niestety z powodu remontu torowiska, drogi w Czarnolesiu zostały mocno zniszczone przez tiry i zabłocone co spowodowało, że zmieniłem trasę i pojechałem lasem w pobliżu południowych brzegów Jeziora Goczałkowickiego. Takim sposobem dojechałem do Chybia, skąd główną drogą przejechałem przez Zabłocie, do Strumienia. Tam skierowałem się w stronę dawnej prusko-austriackiej granicy.
 
  

Granicę tę wyznaczają kamienne słupy, a tuż przy niej przebiega trasa rowerowa, która na skraju lasu odbija w kierunku Studzionki, gdzie pojechałem. Następnie nieco główniejszymi drogami dotarłem do Kryr, gdzie trochę pobłądziłem, jednocześnie odkrywając ciekawy zakątek wśród okolicznych lasów i pól. W Suszcu wjechałem na główną i niestety ruchliwą drogę z Żor do Pszczyny, którą jechałem przez: Suszec, Kobielice i Radostowice. W samej Pszczynie nie miałem postoju i trasą nieopodal DK 1 skierowałem się polnymi drogami do uzdrowiskowej części Goczałkowic. Po przejechaniu przez stare uzdrowisko dotarłem do Czechowic-Dziedzic, gdzie odwiedziłem centrum tego miasta, apotem skierowałem się trasą rowerową w kierunku Zabrzega i ligockich Miliardowic, gdzie trasa dobiegła końca.


Jak już mam w zwyczaju, podczas tej wyprawy miałem przypiętą do roweru flagę narodową. To taki zwyczaj przy wyprawach rowerowych wypadających w święto narodowe. Oczywiście na wielu domach też widziałem flagi ( na moim też ), ale co mnie zaniepokoiło to sam fakt profanacji Narodowego Święta Niepodległości przez ludzi - nie uszanowali 99 rocznicy odzyskania niepodległości, wielu normalnie miało zwykły dzień - "no bo to tylko święto państwowe" . Dzień 11 listopada to święto wszystkich Polaków !!!

Niestety mój licznik zatrzymał się w Pszczynie na wyniku 52 km, co jest nieprawdą, bo przejechałem 70 km - chyba wystraszył się orkanu "Marcin", tak jak wielu ludzi wprowadzonych w błąd...

Podczas wyprawy panowały zmienne warunki atmosferyczne. Początkowo padał drobny, przelotny deszcz, by potem zaświeciło słońce. Utrudnieniem był dość mocny, zachodni wiatr, który nazwano orkanem "Marcin". Oczywiście orkanu żadnego nie było. Orkan to bardzo silny wiatr przekraczający prędkość 33 m/s czyli około 119 km/h. Porywy wiatru podczas wyprawy nie były aż tak silne.
 
 
 
„Prognozowane porywy wiatru w ciągu nadchodzącego weekendu mają osiągnąć maksymalnie prędkość do ok. 80-90 km/h, i to tylko na Wybrzeżu. Jak przypuszczamy, niektóre znane portale w celu zwiększenia liczby wizyt (co wiąże się oczywiście z większymi zarobkami) specjalnie straszą zjawiskami, które nie będą mieć miejsca” – czytamy na facebookowym profilu Polskich Łowców Burz.

Wybierając się na wyprawę rowerową oczywiście NALEŻY prześledzić prognozy pogody, co osobiście zawsze robię. Należy też odpowiednio się przygotować do wyprawy, bo listopad to nie lipiec, a chłód może mocno nam zaszkodzić, a w szczególności naszym stawom.

GALERIA ZDJĘĆ : https://photos.google.com/album/AF1QipONcflg85HxgWqfHWT5jBFiiysPlhPzaQuzIjhc