WITAJCIE NA MOJEJ STRONIE !!!
ZAPRASZAM DO ŚWIATA MOICH PASJI !!!

ZARZECZE, ZBYTKÓW

ZARZECZE, ZBYTKÓW, ŻORY


W jesienną, słoneczną i ciepłą niedzielę 18.10.2015 wraz z Michałem pojechaliśmy na rowery. Wspólna trasa rozpoczęła się przy stacji kolejowej Zabrzeg-Czarnolesie, skąd pojechaliśmy leśną drogą w stronę Landeka. W Landeku pojechaliśmy do Chybia, gdzie skierowaliśmy się w stronę Zarzecza, na wał Jeziora Goczałkowickiego. Widzieliśmy jak susza spowodowała znaczne obniżenie poziomu wody...no i zobaczyliśmy odsłoniętą część jeziora... Swoistego rodzaju "Atlantyda" pokazała nam to co skrywa w sobie Jezioro Goczałkowickie. Ujrzeliśmy pozostałości dawnego Zarzecza.... Tą miejscowość w znacznej części zalano wodami jeziora w latach 1950-1955. Po 60 latach ukazały się szczątki dawnych dróg, zabudowań... Szliśmy drogą, która prowadziła z Zarzecza do Zabrzega (obecnie zaczyna się ona przy wale w Zabrzegu). Nasze oczy widziały fundamenty dawnych zabudowań... Po pewnym czasie wróciliśmy na wał jeziora i już z oddali widzieliśmy szczątki dawnej wsi, a także stojący do dziś bunkier z lat 30 XX wieku, postawiony przez Armię Kraków. Dziś na nim jest stacja pogodowa. widzieliśmy też dawny zarzecki przysiółek zwany Gołysz, gdzie stała kaplica z cudownym obrazem Maryi z Gołysza (Matka Boska Gołyska obecnie jest w kościele w Chybiu). Powróciliśmy na trasę w Zarzeczu (tylko niewielka część nie została zalana - Podgrobel). Przejechaliśmy przez Frelichów i dotarliśmy ponownie na wał w Zabłociu i wałem jechaliśmy aż do miejsca, gdzie do Jeziora Goczałkowickiego wpada Wisła. Jadąc przez świeżo
odnowiony most w Strumieniu, skierowaliśmy się do Zbytkowa. Strona internetowa tej miejscowości na granicy Śląska Cieszyńskiego i Górnego (to też dawna granica Austrii i Prus) została nagrodzona przez Urząd Marszałkowski województwa śląskiego - nie pisałbym o tym, ale tam też umieszczono mój film nakręcony podczas wizyty na starej granicy. W Zbytkowie widzieliśmy centrum miejscowości z nowy kościołem, strażnicą i kapliczką, a potem pojechaliśmy starym traktem cesarsko-pruskim do Pawłowic. W Pawłowicach, jechaliśmy budowaną obwodnicą w kierunku Jastrzębia, a potem powróciliśmy na szlak. Warto przypomnieć że Pawłowice są bardzo przyjazne dla rowerzystów - infrastruktura rowerowa jest super! Po wizycie w Pawłowicach, przejechaliśmy do Krzyżowic, a potem do jastrzębskiej dzielnicy Borynia, gdzie podziwialiśmy piękny pałac. Stamtąd szybko pojechaliśmy przez Żory, gdzie sporo czasu straciliśmy na skrzyżowaniach z sygnalizacją świetlną w okolicy sklepów Auchan, Decathlon, Leroy-Merlin ... no i w końcu dotarliśmy do trasy na Pszczynę...Szybko jechaliśmy przez Rudziczkę, Suszec, Kobielice do Radostowic, gdzie pożegnałem Michała... W tym miejscu "specjalne podziękowania" za sporą dawkę adrenaliny kieruję do pewnego młodego kierowcy czarnego BMW , który omal nas nie staranował na drodze między Suszcem a Kobielicami w lesie. Owy ''mistrz kierownicy" z dużą prędkością wyprzedzał "na trzeciego" (jechał od Pszczyny, a my od Żor) i tylko kilka centymetrów zabrakło by w nas uderzył czołowo (ja jechałem pierwszy, a Michał za mną) My z boku mieliśmy dodatkowo barierkę i tylko opanowanie i spore rowerowe doświadczenie, no i chyba Opatrzność, uchroniły nas od śmierci...Tak oto niektórzy kierowcy traktują rowerzystów... Po opadnięciu adrenaliny spokojnie jechaliśmy dalej i jak już wspomniałem w Radostowicach pożegnałem kolegę i pojechałem na wał Zbiornika Łąka w Porębie, a potem szybko przez Łąkę i Pszczynę na wał Jeziora Goczałkowickiego w Zabrzegu, a stamtąd przez Czarnolesie do domu... Licznik zanotował dokładnie 112 km.