WITAJCIE NA MOJEJ STRONIE !!!
ZAPRASZAM DO ŚWIATA MOICH PASJI !!!

PROMNICE, PAPROCANY, BIERUŃ


PROMNICE, PAPROCANY I BIERUŃ STARY.



W niedzielę 28.06.201 oku, samotnie i mimo niepewnej pogody postanowiłem samotnie wybrać się na wyprawę rowerową. Pochmurna pogoda i drobne opady nie zniechęciły mnie do wyjazdu, podobnie jak i niska, jak na początek wakacji, temperatura, bo był granicach 15-17 stopni...








Z Ligoty, wyruszyłem do Pszczyny, trasą przez tamę goczałkowicką i same Goczałkowice. Z Pszczyny, jechałem mało uczęszczaną drogą w kierunku Studzienic, gdzie droga jest prosta i wiedzie przez ładne tereny. W Studzienicach wjechałem w las kobiórski, gdzie niespodziewanie zrobiłem pętlę, no bo pomyliłem drogi...










Ale było ciekawie, gdy ponownie zlazłem się na prostej drodze ze Studzienic. No i pojechałem do Kobióra. Szybko minąłem tą miejscowość i główną drogą na Tychy skierowałem się do zameczka myśliwskiego w Promnicach (na trasie skręciłem w leśną asfaltową drogę). Promnice to malowniczo położona zagroda myśliwska nad Jeziorem Paprocańskim, które znajduje się już na terenie Tychów.




Po krótkiej wizycie w Promnicach, zawitałem nad wspomnianymi tyskimi Paprocanami. To stąd pochodził słynny Rysiek Riedel z "Dżemu", a jego muzyka nadal jest nieśmiertelna!!! Z Tychami związany jest też hokeista Mariusz Czerkawski. Będąc nad Paprocanami, stwierdziłem, że dużo zmieniło się tam na lepsze: plaża, trasy spacerowe i rowerowe na pewno przyciągają ludzi z blokowisk... Samo jezioro to słynne kąpielisko, pod warunkiem, ze nie kwitną sinice...









W Tychach zaskoczyła mnie fantastyczna infrastruktura rowerowa...
Trasy, mapy i wygodne szlakowskazy... W Tychach, mimo groźby deszczu, skierowałem się do Bierunia Starego. Jadąc przez tereny przemysłowe, nieco wyprawa straciła na atrakcyjności, no i zaczął padać drobny deszcz...











W Bieruniu Starym, po krótkiej wizycie na deszczowym rynku, pojechałem trasą rowerową wiślaną, przez Bojszowy na Międzyrzecze, nieco zbaczając z WTR. Deszcz był drobny ale padał ze średnim nasileniem, co mnie orzeźwiało, bo nie zakładałem ubrania przeciwdeszczowego!!! W Międzyrzeczu natrafiłem na podobną infrastrukturę rowerową, jaką kiedyś spotkałem w gminie Pawłowice...






Zadaszone miejsca odpoczynkowe, mapy tras rowerowych powiatu bieruńsko-lędzińskiego... tak trzymać. Jedynie to co widziałem dwa razy mnie mocno przygnębiło... Ludzie zjadający resztki jedzenia ze śmietników... Tak było w Tychach i w Międzyrzeczu... Widoki odrażające, ale i przygnębiające, będące efektem polityki prowadzonej wobec śląskich zakładów pracy poprzez kolejne rządy w Warszawie... Bezdomni... No cóż...



Z Międzyrzecza, pojechałem leśną trasą WTR, a potem także Greenways w kierunku Ćwiklic. I tutaj przestało padać... Potem już tylko skok do Pszczyny i Goczałkowic na tamę i wio do domu, bo znów zaczynało padać... Tak oto minęła deszczowo-pochmurna niedziela a licznik zanotował 95 km po płaskich terenach.