WITAJCIE NA MOJEJ STRONIE !!!
ZAPRASZAM DO ŚWIATA MOICH PASJI !!!

CZĘSTOCHOWA I JURA

CZĘSTOCHOWA I JURA KRAKOWSKO-CZĘSTOCHOWSKA 10-13.08.2015



   









CZĘSTOCHOWA 10-11.08.2015

Dnia 10.08.2015 roku wyruszyliśmy wspólnie z cyklistami z Czechowic-Dziedzic na  wyprawę / pielgrzymkę do Częstochowy, a potem na Jurę Krakowsko-Częstochowską.

Trasa rozpoczęła się pod kościołem św. Barbary po błogosławieństwie, którego udzielił tamtejszy proboszcz. Na trasie dołączyła do nas grupa cyklistów z Pszczyny. Jechaliśmy przez Goczałkowice, Pszczynę, Piasek, lasy kobiórskie, Kobiór, do Tychów, gdzie skierowaliśmy się w stronę katowickiej dzielnicy Piotrowice, a następnie przez miasta aglomeracji górnośląskiej, takie jak Ruda Śląska (tam była modlitwa Anioł Pański), Świętochłowice, Bytom do Piekar Ślaskich, gdzie był przystanek w "Ogrodzie Anioła", niedaleko bazyliki. Potem, już w prawie 35 stopniowym upale, wyruszyliśmy poprzez ładne tereny w stronę kozłowej Góry, Żyglina, Kalet do Piasku, gdzie był obiad. To miejsce nie kojarzy mi się najlepiej, bo w roku 2014 tam zakończyła się moja pielgrzymka, bo wybuchła felga... Ale teraz było inaczej i jechaliśmy poprzez pola do Lubszy, Kamienicy w stronę Starczej, gdzie mieliśmy nocować, chociaż pewna część rowerzystów pojechała od razu do Częstochowy. Ja jednak nocowałem u Państwa Sikorskich w  Starczej. Gospodarze, mimo zaskoczenia spowodowanego brakiem informacji przyjęli nas bardzo gościnnie. My spaliśmy w wygodnych łóżkach, albo na materacach, a nasze rowery nocowały w... warsztacie stolarskim! Tak oto pierwszego dnia licznik zanotował 134 km.  Po zameldowaniu się rozpoczęła się impreza w altance, a potem godzinna modlitwa w kościele w Starczej, gdzie spotkaliśmy pochodzącego z Ligoty, księdza Miłosza. Potem powróciliśmy na imprezę i poszliśmy spać około 23.00.
















































Drugiego dnia pielgrzymki wstaliśmy około godziny 7.00 i już o 8.00 byliśmy na miejscu zbiórki, pod kościołem w Starczej. Wyruszyliśmy przez Klepaczkę,Łysiec, Nieradę, Brzeziny do samej Częstochowy. Na trasie spotykaliśmy, pozdrawiające nas grupy pieszych pielgrzymów z diecezji bielsko-żywieckiej. Spotkaliśmy też piechurów z Czechowic-Dziedzic.Po jakimś czasie zawitaliśmy pod klasztorem na Jasnej Górze, gdzie pozostawiliśmy rowery i poszliśmy zwiedzić ten klasztor. Wizyta w bazylice, czy kaplicy z obrazem jasnogórskim, wywarła na nas  ogromne wrażenie. W kaplicy modliliśmy się przed wizerunkiem Matki Boskiej Jasnogórskiej,następnie zwiedziliśmy podziemia klasztoru z ciekawymi ekspozycjami, m.in. z katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem. Potem powróciliśmy na zewnątrz, ku rowerom. Zmierzaliśmy na aleję NMP prowadzącą z miasta na plac przed klasztorem. Tam powitaliśmy piesze pielgrzymki, a na plac przed klasztorem weszliśmy wraz z piechurami z Czechowic-Dziedzic. Nas wszystkich powitali księża z diecezji bielsko-żywieckiej, wraz z biskupem pomocniczym Piotrem Gregerem, a także burmistrz Czechowic-Dziedzic Marian Błachut.  Potem o godzinie 14.00 na walach rozpoczęła się celebracja Mszy Św. pod przewodnictwem biskupa. Po Mszy Św. nasza pielgrzymka dobiegła końca, a licznik zanotował 159 km (czyli tego dnia zrobiliśmy 25 km).

Tak oto pielgrzymka dobiegła końca. 10 rowerzystów wracało na rowerach do Czechowic, a pozostali albo pociągiem, albo autobusem. Jednak znalazło się czterech zapaleńców, którzy pojechali na Jurę Krakowsko-Częstochowską.Wśród nich byłem też ja o czym piszę dalej.





























































JURA KRAKOWSKO-CZĘSTOCHOWSKA 11-13.08.2015

Po zakończeniu Mszy Św. na wałach jasnogórskich i pożegnaniu rowerzystów, czterech rowerowych zapaleńców postanowiło pojechać na Jurę. byli to panowie: Eugeniusz z Zarzecza k. Żywca, Włodzimierz z Łodygowic, Tomasz z Czechowic-Dziedzic i Robert z Ligoty.   Najpierw mieliśmy trudności ze znalezieniem drogi na Olsztyn, e po informacjach okolicznych mieszkańców trafiliśmy na trasę do Olsztyna. Trasa była w większości położona w lesie i niezbyt pagórkowata, co przy 35 stopniowym upale było do zniesienia. W Olsztynie zatrzymaliśmy się na rynku, skąd widać było tamtejsze ruiny zamku... Po chwil posiłku i picia, pojechaliśmy w stronę Janowa, a następnie do Złotego Potoku, gdzie planowaliśmy nocleg w agroturystyce, ale znaleźliśmy inne miejsce nieopodal rynku. Mili właściciele noclegu "U Kaprala", który poleciła nam sprzedawczyni w restauracji, gdzie jedliśmy wcześniej obiad, zażyczyli sobie 30 zł za noc, a do dyspozycji był jeden pokój z 3 łóżkami i jednym materacem, na którym na własne życzenie spał Pan Tomek. Zaś nasze rowery nocowały w garażu właściciela, który wyjechał autem na zewnątrz. Poszliśmy spać .około godziny 22.00 Tak minął nam dzień, w którym zakończyła się pielgrzymka, a rozpoczęła wyprawa po Jurze. Licznik zanotował już 195 km, co oznacza, że pokonaliśmy tego dnia 46km. Nocą przeszła tam sucha burza. Mieliśmy ze sobą też "inną wodę", którą wypiliśmy tylko do połowy.












































12 sierpnia był drugim dniem pobytu na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Nasza trasa rozpoczęła się po pobudce około godziny 8.00 i śniadaniu w Złotym Potoku. Lasem pojechaliśmy w stronę zamku w Ostrężniku, gdzie go nie widzieliśmy, ale w lesie niedaleko stawów, widzieliśmy skałę wapienną z jaskinią. Jadąc pagórkami, zawitaliśmy w pustelni w Czatachowej a potem leśny szlak poprowadził nas do Żarek. Wcześniej widzieliśmy skały Rajce w Przewodziszowicach, oraz sanktuarium maryjne w Leśniowie, gdzie ze źródełka nabraliśmy lodowatej wody do picia. Po odpoczynku, na terenie sanktuarium, pewna grupa rowerowa zaprowadziła nas z Żarek do Mirowa, gdzie czekał na nas kolejny zamek i przerwa na posiłek. Chwilę podziwialiśmy remontowane ruiny i rozciągające się stamtąd widoki. Nasz kolejny przystanek był w Bobolicach, przy odbudowanym zamku, gdzie spotkaliśmy turystów z Tarnowskich Gór, Potem przejeżdżaliśmy przez Zdów, Rzędkowice, Włodowice, Parkoszowice do Kromołowa, skąd wypływa rzeka Warta. Tam nabraliśmy lodowatej wody, wypiliśmy kawę i ruszyliśmy do Ogrodzieńca, a potem do Podzamcza, gdzie po posiłku podziwialiśmy zamek Ogrodzieniec oraz miejsce, gdzie podobno w skale objawiła się Matka Boska. Stamtąd pojechaliśmy przez Ryczów, Żelazko w stronę Kluczy. Początkowo planowaliśmy nocleg w okolicy Ogrodzieńca, ale zapadła decyzja, ze mamy dużo czasu to jedziemy dalej. Przed Kluczami, odbiliśmy do Chechła, zobaczyć Pustynię Błędowską - największy w Polsce obszar lotnych piasków (około 33 km²) leżący na pograniczu Wyżyny Śląskiej i Wyżyny Olkuskiej. Powróciliśmy do Kluczy,by potem zawitać w Olkuszu, z którego pojechaliśmy do zamku w Rabsztynie, gdzie planowaliśmy nocleg... I tu pojawił się problem, bo takowego tam nie było, a okoliczni mieszkańcy chyba nawet sami nie wiedzieli, gdzie mieszkają. Pod zamkiem były noclegi, ale zapełnione. Zapadła decyzja, dzięki synowi Pana Eugeniusza, który miał z nim kontakt telefoniczny, by jechać na noc do miejscowości Golczowice i tak też postanowiliśmy. Z Rabsztyna pojechaliśmy leśnym szlakiem do Bogucina, a potem do Jaroszowca, gdzie przy sklepie zatrzymaliśmy się i znaleźliśmy nocleg w ośrodku za 40 zł. Tutaj zanocowaliśmy w ośrodku z basenem, ale niestety ten już zamykali. My nocowaliśmy w dwóch pokojach z łóżkami i wspólną łazienką, a nasze rowery, nocowały w jakimś pomieszczeniu magazynowym na parterze - oczywiście zamykanym. Dopiliśmy naszą "inną wodę" i grzecznie poszliśmy spać około godziny 23.00. Licznik miał już 295 km przejechane, co oznacza, ze tego dnia po górkach wycisnęliśmy 100 km.

13 sierpnia to czas powrócić do domu. Wstaliśmy już o 7.00 by po godzinie już pedałować z Jaroszowic, przez Klucze w stronę Olkusza, podziwiając widoki na Pustynię Błędowską i zamek w Rabsztynie. W Olkuszu odwiedziliśmy rynek i bar mleczny, gdzie zjedliśmy ( ja i Pan Eugeniusz) śniadanie, a potem przejechaliśmy nad LHS czyli Linią Hutniczą Szerokotorową i pokonywaliśmy trudne podjazdy do Lgoty. W Lgocie szybko lasem, jechaliśmy z górki przez Myślachowice do centrum Trzebini, gdzie oglądaliśmy  bazylikę NSPJ i pojechaliśmy do Chrzanowa, przejeżdżając nad autostradą A4. Lasem jechaliśmy z górki z Chrzanowa, do Żarek, apotem pod górkę do Libiąża. Z górki w Libiążu, zjechaliśmy przez Bobrek i Babice do Oświęcimia i potem Rajska, gdzie zdecydowaliśmy jechać przez Wilczkowice, Skidziń, Zasole do Wilamowic. Na wilamowickim rynku pożegnaliśmy Pana Włodzimierza, który postanowił szybko jechać w stronę Czechowic-Dziedzic, (ja i Pan Tomek, odwiedziliśmy wilamowicką bazylikę) a pod sklepem sieci Biedronka, pożegnaliśmy, jadącego w stronę Żywca, Pana Eugeniusza. Tak oto we dwójkę pojechaliśmy przez pagórki Starej Wsi i Bestwiny do Czechowic-Dziedzic, gdzie przy drodze na Ligotę pożegnałem czechowiczanina, Pana Tomka. Stamtąd już szybko mknąłem do domu w Ligocie, gdzie licznik zatrzymał się na 400 km!!! To oznaczało dzienny dystans 105 km i oficjalne zakończenie całej wyprawy.
















































PODSUMOWANIE

Podczas całej wyprawy i pielgrzymki, mieliśmy piękną pogodę, choć upały dawały się we znaki, bo temperatura dochodziła do 37 stopni. Kapał z nas pot i wypiliśmy chyba ze 100 litrów wody. Na trasie spotkaliśmy wiele, życzliwych ludzi - co nas bardzo cieszy.

Roba osobiście dziękuje Czechowickiemu Towarzystwu Cyklistów za prowadzenie pielgrzymki do Częstochowy. Specjalne podziękowania kieruję do gospodarzy w Starczej - Państwa Sikorskich, za rodzinną atmosferę i  bezpłatny nocleg. Dziękuję wszystkim zaangażowanym w ten najfajniejszy wyjazd rowerowy w całej historii moich wypraw rowerowych , a szczególnie Panom: Jurkowi - za załatwienie noclegu w Starczej, Eugeniuszowi - za poprowadzenie wyprawy po Jurze, Krakowsko-Częstochowskiej oraz Panom Włodzimierzowi i Tomkowi za super towarzystwo!!! Jazda z Wami wszystkimi to był dla mnie z
aszczyt!!!