WITAJCIE NA MOJEJ STRONIE !!!
ZAPRASZAM DO ŚWIATA MOICH PASJI !!!

Wilkowyje

  
Wilkowyje

13 lipca 2009 postanowiliśmy wspólnie z siostrą wybrać się na wyprawę rowerową do tyskiej dzielnicy Wilkowyje.

   Swoją trasę rozpoczęliśmy w Ligocie, następnie przejechaliśmy w Zabrzegu obok stacji rozrządowej PKP  Czarnolesie na wał Zbiornika Goczałkowickiego.



Po prokonaniu tego wału znaleźliśmy się na drodze z Goczałkowic do Pszczyny, gdzie zawitaliśmy na tamtejszym rynku i w parku, skąd udaliśmy się trasą rowerową w kierunku Piasku. Jadąc przez Piasek widzieliśmy bunkier wojenny tuż obok zakładu i cmentarza.



Następnie udaliśmy się w stronę lasu kobiórskiego, gdzie jeszcze niedawno mieściła się jednostka wojskowa, a dziś pozostały tylko ziemne bunkry. Roba wielokrotnie odwiedzał już to miejsce, kiedy stały jeszcze budynki... Po krótkim odpoczynku jechaliśmy leśną trasą rowerową do Kobióra. Wyjechaliśmy koło wiaduktu. Wjechaliśmy na drogę prowadzącą w kieruku Mikołowa, ale to miasto nie było celem naszej wyprawy. Ruchliwa droga prowadzi przez tereny leśne i wychodzi z lasu w miejscowości Gostyń. Jadąc przez tą miejscowość widać już prawdziwe oblicze Górnego Śląska-czyli kopalnie, elektrownię w Łaziskach itp. Z Gostynia pojechalismy lokalnymi drogami do Wyr. Tam zatrzymaliśmy się na skraju lasu przy pomniku upamiętniającym bitwę wyrską podczas kampanii wrześniowej w 1939 roku.


Niedaleko znajduje się też bunkier, który jest identyczny jak np. bunkier w Zarzeczu koło Chybia, czy wspomniany wcześniej bunkier w Piasku. Z Wyr pojechaliśmy leśnymi drogami do Wilkowyj. Minęliśmy po drodze wierzę obserwacyjną, gdzie pilnują czy nie płonie las.



Dotarliśmy do Wilkowyj. Nazwa tej tyskiej dzielnicy zapewne kojarzy się ze słynnym serialem "Ranczo" emitowanym w TVP 1 , którego akcja toczy się w Wilkowyjach. Niestety, to nie te Wilkowyje... Owszem, znajduje się tutaj kościół (murowany, a nie drewniany jak w serialu) z plebanią, ale z pewnością nie ma tutaj wujta, bo Tychy mają prezydenta. Jeździliśmy po tej tyskiej dzielnicy i wjechaliśmy też do centrum Tych. Tam zakończyliśmy naszą wyprawę rowerową na dworcu PKP. Tutaj też doszło do zabawnej sytuacji-komuś przy kasie wypadło 50 złotych, które znaleźliśmy. Ludzie widzieli, że leży tam kasa, ale nikt jej nie chciał...dziwne. Zabraliśmy kasiorę i pojeździliśmy po mieście, bo mieliśmy trochę czasu do odjazdu pociągu. To co mnie zadziwiło w mieście, to trolejbusy-nigdy bowiem ich nie widziałem na własne oczy...



Pociagiem z Tychów jechaliśmy do Czechowic-Dziedzic. Stamtąd na rowerach jechaliśmy tą samą trasą co podczas wyprawy z wujkiem z dnia 19.07.2009. Tym sposobem wróciliśmy do domu, alicznik wskazał 60 km. Pogoda była słoneczna i okolo 25 stopni.

Galeria zdjęć z wyprawy jest tutaj.