WITAJCIE NA MOJEJ STRONIE !!!
ZAPRASZAM DO ŚWIATA MOICH PASJI !!!

W trzech panstwach...

Trójstyk granic...

    28 lipca 2008 roku-to historyczny i wyjątkowy, a nawet przełomowy dzień-jeśli chodzi o moje wyprawy rowerowe...
Wyprawa na trójstyk granic Polski, Czech i Słowacji, od dwóch tygodni nie mogła dojść do skutku, ze wzgledu na fatalną pogodę. Ale w końcu: co się odwlecze, to nie uciecze.

    Tego dnia o godz.6:00 rozpocząłem planowaną właśnie juz 2 tygodnie wcześniej wyprawę rowerową na trójstyk w Jaworzynce. to co wyjątkowe, to fakt,że zabrałem ze sobą małą polską flagę z godłem. Z Ligoty jadąc WTR (Wiślaną Trasą Rowerową) skierowałem się w stronę Landeka, a ztamtąd główną drogą przez Iłownicę do Pierśca. Ledwo wjechałem do Pierśca, a już musiałem się zatrzymać-poszła dętka w tylnim kole. Na szczęście zawsze mam ze sobą drugą dętkę i zestaw naprawczy, dzięki któremu załorzyłem nową dętkę- to poprostu doświadczenie...Jechałem dalej-przez Pierściec i Kiczyce do Skoczowa, gdzie wjechałem ponownie na WTR.  Trasa ta zaprowadziła mnie aż na rynek w Wiśle, gdzie musiałem czekać aż otworzą sklep rowerowy, bo chciałem kupić dętkę. Podczas oczekiwania (prawie godzina zeszła) siedziałem nad Wisłą i jadłem posiłek, który zakupiłem w jednym z tamtejszych sklepów.Kupiłem też napój izotoniczny. Po godzinie w "rowerowym" powiedzieli, że dętek nie ma. No coż, straciłem godzinę "po darmo"-czekając aż otworzą sklep rowerowy bez dętek dla rowerów. Ale miałem jeszcze ze sobą łatki, to ruszyłem główną drogą do Głębiec, a z tamtąd na Przełęcz Kubalonka. Nie jechałem serpentyną, tylko zakręty "ściąłem" jadąc pod górę zielonym szlakiem turystycznym. Pech chciał,że akurat tą drogę remontowano...Po chwili, wyjechałem na przełecz i wjechałem do Istebnej. Tutaj był szybki zjazd i kolejny ciężki podjazd do centrum wsi. Moim oczom ukazywały się bardzo ładne widoki na Baranią Górę i czeskie Zaolzie. Z Istebnej jadąc cały czas prosto, po pokonaniu kolejnego podjazdu, zawitałem w Jaworzynce. Tam równierz były znakomite widoki. Jechałem prosto,aż do petli autobusowej na "Trzycatku".Z tamtąd jechałem wąską, asfaltową drogą, która zaprowadziła mnie do dawnego przejścia turystycznego z Czechami. Od tego miejsca, zaczyna się specjalny chodnik wiodący na trójstyk. Jak zobaczyłem to miejsce, to aż poczułem ulgę i pomyślałem, że się udało. Moim oczom ukazały się 2 trójkątne obeliski, jakieś mostki, polana i las.Prowadząc rower, zszedłem chodnikiem ku tym obeliskom. Tuż przy chodniku stoi polski obelisk, a zaraz idąc jakieś 3 kroki na zachód mamy czeski obelisk.Słowacki obelisk znajduje się po drugiej stronie potoku dokładnie na południe od polskiego. Żeby się dostać na stronę słowacką musimy przejść po moście nad potokiem. Patrząc z mostu na dół po prawej stronie w potoku zobaczyłem mały obelisk, wyznaczający miejsce zetknięcia się granic Polski, Czech i Słowacji. Jednocześnie przejeżdżając przez most mój rower pierwszy raz w historii zawitał na Słowacji. Stało się to dokładnie o godz. 11:36. Obok słowakiego obelisku znajduje się zadaszone miejsce odpoczynkowe (ławki, stoły itp). Na każdym obelisku znajduje się nazwa państwa i jego godło.

Flaga powiewała w jedynym takim miejscu w Europie!!! Po odpoczynku, postanowiłem jechać dalej-na Słowację. Leśnym traktem zajechałem do stacji kolejowej Černe při Čadcy. Pojeździłem trochę po tej miejscowości Černe. To na co zwróciłem uwagę, to były porozwieszane po całej miejscowości głośniki-taki wiejski radiowęzeł!!!Jest to pozostałość po komuniźmie... Miejscowość ta ładnie jest położona w dolinie potoku Čerńanka na trasie Zwardoń-Čadca.Zawróciłem, w rejonie kościoła i wróciłem na trójstyk, gdzie doszło do wyjątkowego spotkania. Otóż przy stole spotkało się trzech rowerzystów: Polak (ja), Czech i Słowak.Najdziwniejsze, jest to,że potrafiliśmy ze sobą porozmawiać,gdyż nasze języki są bardzo podobne. . Słowak pytał się Czecha, jak dojechać przez Hrčavę do Bukowca. Z kolei zaś Czech pytał się mnie jak dojechać do Wisły. Po krótkiej wymianie poglądów na temat rowerownia Słowak pojechał do Czech, a Czech do Polski. Ja (Polak) zostałem jeszcze na terenie Słowacji, ale wkrótce ruszyłem przez Polskę do Czech. Zawitałem w miejscowości Hrčava i jechałem asfaltową drogą wzdłuż granicy czesko-słowackiej, którą wyznacza ten sam potok co na trójstyku. Granica ta (podobnie jak i sam trójstyk) powstała 1.01.1993 roku, kiedy to rozpadła się Czechosłowacja.Droga jechałem aż do sklepu, gdzie kupiłem wodę mineralną, a następnie wjechałem na główną drogę wiodącą serpentynami wzdłuż granicy czesko-słowackiej. Po zjechaniu kilkoma serpentynami skręciłem w trasę 6080 wiodącą do miejscowości Pisek. Z drogi widać było Słowację, Polskę i Czechy (Mosty u Jablunkova-gdzie byłem rowerem i na nartach w 2007 roku). Po pokonaniu gigantycznego zjazdu zawitałem do Piska, gdzie wjechałem na drogę wiodącą z Jablunkova do Jasnowic.Skierowałem się na dawne przejście turystyczne, będące w miejscu,gdzie  Olza wypływa z Polski do Czech. Tutaj jeszcze są  szlabany graniczne-Schengen jednak tu nie dotarło jakoś...Skręciłem w prawo mijając zwały drewna i pustą ciężarówkę, w której nikogo nie było. Jechałem wąską, leśną, asfaltową drogą. Po chwili z przeciwka nadłechał traktor, a jego kierowca pytał się mnie czy widziałem ciężarówkę i czy ktoś tam był. Odpowiedziałem,że ciężarówka stała, ale "chłopa tam nie było". Jechałem dalej do Istebnej, gdzie wjechałem na drogę wiodącą na Kubalonkę (już tam wcześniej byłem jak jechałem do trójstyku). Na przełęczy skęciłem w stronę "zameczku". "Zameczek" to Rezydencja Prezydenta RP. była tam też fajny zjazd. wyjechałem nad Jeziorem Czerniańskim, w którym łączy się Biała i Czarna Wisełka tworząc Wisłę. Tam też zaczyna się WTR. Jadąc z Czarnego do Wisły-Uzdrowiska, postanowiłem sprawdzić jak wygląda przebudowywana skocznia w Malince. Prace są już na etapie końcowym i planuje się już otwarcie skoczni, która będzie nazwana imieniem Adama Małysza. Z Malinki pojechałem do Uzdrowiska, by jadąc WTR opuścić rozdzinne miasto Adama Małysza. Do domu wróciłem z Wisły dokładnie tą samą trasą co jechałem rano. Początkowo nie miałem tego w planie-miałem wracać pociagiem, ale musiałbym na niego czekać, więc postanowiełem jechać  do domu rowerem (siły na to pozwoliły)...Kiedy wjechałem do Ligoty, na niebie zobaczyłem coś niezwykłego!!! Leciały 3 balony...To sporadyczny widok w tej miejscowości.

    I tak zakończyła się historyczna wyprawa. Była to pierwsza rowerowa wizyta na Słowacji, a zarazem 23 na terenie Czech. Pogoda wręcz wymarzona: 25 stopni i bezchmurnie z lekkim wiaterkiem, ktory ożeźwiał. Podjeżdżanie na  Kubalonkę i górki w Istebnej i Jaworzynce było trochę męczące, ale to zmęczenie było tylko chwilowe a widoki naprawdę piękne!!! Sił dodawały mi posiłki w Wiśle i na trójstyku, oraz woda zmieszana z napojem izotonicznym. Wyprwa była też testem nowego dużego bidonu zakupionego wcześniej  w Czechach. Dystans jaki pokonałem to 162 kilometry, z czego dokładnie 60 km to odległość z domu na trójstyk. W domu zawitałem przed około 20:00.


Galeria zdjęć jest tutaj.