WITAJCIE NA MOJEJ STRONIE !!!
ZAPRASZAM DO ŚWIATA MOICH PASJI !!!

Věřňovice

Věřňovice




25.08.2013 roku wyprawa rowerowa rozpoczęła się w Gogołowej, gdzie mieszka mój wujek. Wspólnie z nim wyruszyliśmy przez Połomię (słynne zalewisko po górnicze w dolinie Szotkówki) do Mszany. W Mszanie znajduje się dotychczas niedokończony najsłynniejszy most autostradowy na A1 w Polsce, o czym wielokrotni mówiono. Tam są ładne, pagórkowate tereny z których widać okolice. Następnie zawitaliśmy w Skryszowie (Skrzyszowie), gdzie było dobrze widać też elektrownię Dziećmorowice i Karwinę w Republice Czeskiej. Skryszów, szybko przejechaliśmy, by znaleźć się w Łaziskach Śląskich. Tam, mieliśmy mały kłopot ze znalezieniem trasy do Věřňovic, ale trafiliśmy na nią. Droga była asfaltowa, ale potem typowo polna. Jechaliśmy jakąś polną drogą i spotkaliśmy ludzi. W krótce znaleźliśmy się na skrzyżowaniu, gdzie obok drogi była linia elektryczna. Okrągłe słupy, zainteresowały wujka i tym sposobem okazało się, że jesteśmy już w Republice Czeskiej!!! Nie wiedzieliśmy kiedy przekroczyliśmy granicę!!! No, ale legalnie ją przekroczyliśmy (układ z Schengen na to pozwala). Byliśmy nad Olzą w Věřňovicach. Postanowiliśmy kontynuować wyprawę jadąc wzdłuż Olzy w stronę Dziećmorowic. Trasa wiodła, przez tereny istnej dżungli!!! Strasznie było tam dużo krzaków, które utrudniały jazdę po wąskim chodniczku, przez co też straciliśmy orientację w terenie!!! Potem, już dotarliśmy do rejonu elektrowni w Dziećmorowicach. To była dobra okazja by ją obejrzeć z bliska. Naszą wyprawę, nadal kontynuowaliśmy wzdłuż Olzy, która tutaj stanowiła, na pewnym odcinku, granicę polsko-czeską. Szlaki rowerowe zaprowadziły nas do Karwiny. Tam odpoczęliśmy na starym frysztackim rynku, gdzie odbywał się jakiś koncert. Karwina, to miasto które często odwiedzałem w poprzednich sezonach. Z Karwiny, pojechaliśmy do Petrovic. Tutaj były dosyć duże podjazdy, ale zawitaliśmy w Prsnej w słynnej kolibie "Na konci světa". Dlaczego, na "końcu świata"? - Bo to czeski  worek - obszar wciśnięty w Polskę. Tam, wywiązała się ciekawa rozmowa z pewnym panem (Polak) i właścicielem psa (Czech). Jak widać bariery językowej nie ma! Z koliby, pojechaliśmy, przez granicę do polskiego Jastrzębia - Zdroju Piasków, a potem przez dzielnicę Moszczenica, dotarliśmy najpierw do Mszany, a potem przez Połomię do Gogołowej, gdzie wyprawa się zakończyła.