WITAJCIE NA MOJEJ STRONIE !!!
ZAPRASZAM DO ŚWIATA MOICH PASJI !!!

Swierszczyniec SK

SŁOWACJA-ŚWIERSZCZYNIEC.

18.05.2009 doszło do nietypowej wyprawy rowerowej. Ta wyprawa nie była raczej szczegółowo planowana... Początkowo celem miało być miasto Wisła w Beskidzie Śląskim, ale apetyt rośnie w miarę jedzenia...
Panowała wtedy wspaniała pogoda-25 stopni Celsjusza, świeciło-do pewnego momentu słońce...
Na wyprawę ruszyłem o godzinie 10.00. Skierowałem się na znaną mi bardzo dobrze rowerową trasę na Wisłę. Nie będę tutaj jej szczegółowo opisywał, bo jeździłem nią wielokrotnie i jest ona szczegółowo opisana przy wyprawach do Wisły. Przejechałem przez Bronów, Landek, Iłownicę, Pierściec, Kiczyce, Skoczów... Tutaj postanowiłem jechać do Hermanic lewą stroną Wisły-prawą już znam z "zamkniętymi oczyma".



Po drodze w Hermanicach do Wisły wlewa się Brennica, przez którą przeszedłem. Tam rower wpadł mi do rzeki i "okąpał się" z całą zawartością-to nie było planowane... Potem doszedł szlak z Jaworza i skręciłem na prawą stronę Wisły-to, jak już wielokrotnie podkreślałem jest super trasa rowerowa-WTR. Jechałem "wiślanką" aż do samego centrum Wisły, gdzie w domu handlowym "Świerk" zakupiłem prowiant-wodę, żarcie, "Powerade"-czyli dopalacz na wypadek spadku sił... No i to byłby już koniec planowanej wyprawy...ale postanowiłem jechać dalej!!!



Skierowałem się na Przełęcz Kubalonka-droga na tej przełęczy jest w remoncie (aż do listopada 2009) i wyznaczone zostały objazdy. Ja skręciłem na zielony szlak turystyczny, który skraca drogę-nie ma serpentyn, ale jest trochę pod górę. Wyjechałem na Kubalonce w Istebnej-gdzie remontowano skrzyżowanie. Przełęcz Kubalonka została zdobyta i na rowerze i pieszo.



Zjazd z Kubalonki jest jak zbawienie i ochłoda. Jadąc przez Istebną nie sposób nie zauważyć stoku narciarskiego z wyciągiem "Za groń", gdzie szusowałem na nartach w sezonie 2008/2009. Jechałem dalej w kierunku Jaworzynki-dokładnie tą samą trasą co w lipcu 2008. Na trasie są duże (od 8 do 10 %) ale i też zjazdy.



W Jaworzynce jechałem na tzw."Trzycatek". A potem nastąpiła powtórka z 28.07.2008, czyli wizyta na trójstyku granic Polski, Czech i Słowacji.


 
Tam nastąpił odpoczynek, a następnie zjazd na Słowację. Trójstyk odwiedziłem dwa razy w życiu-pierwszy raz 28.07.2008-podczas wyprawy rowerowej na Słowację, oraz w zimie 2008/2009(samochodem). Teraz był to 3 raz, a 2 raz na rowerze. Szczegółowy opis tego miejsca jest przy wyprawie rowerowej z 28.07.2008 "W trzech państwach".



Z trójstyku zjechałem do słowackiej miejscowości (Černe) Czerne. No i zobaczyłem coś, co zadziwia w maju na Słowacji...Przy niektórych domach postawiono wysokie drewniane słupy z ustrojonymi na szczytach chionkami-tzw "goiczki". Jeżeli przy domu stoi "goiczek" na drewnianym słupie, to znak ,że jest tam panna szukająca kawalera!!! Jak to Słowacy nazywają "na wydani". To taki majowy zwyczaj w tym kraju-podobnie było kiedyś w Polsce, ale u nas ta tradycja zanikła.



Następnym  ewenementem na Słowacji są porozwieszane po całej miejscowości głośniki-taki radiowęzeł-pamiątka po komuniźmie...
Stan głównych dróg na Słowacji jest jednak lepszy niż w Polsce, chociaż niekiedy boczne są tak samo dziurawe, ale to szczegół. Z Czernego (Černe) skierowałem się do Świerszczyńca (Svrčinovec). Trasa jest wspaniała i przypomina typowy słowacki krajobraz-dolina, a w niej obok siebie rzeka, linia kolejowa i droga, a po bokach szczyty gór!!!



Coś pięknego... W Świerszczyńcu skierowałem się do granicy słowacko-czeskiej, ktora powstała 1.01.1993 roku w wyniku rozpadu Czechosłowacji, to też historyczna granica Górnych Węgier i Śląska Cieszyńskiego.



Przez granicę przeszedłem pieszo (brak jakiejkolwiek kontroli -Układ Schengen)  i skierowałem się do Mostów u Jabłonkowa w Czechach, do dzielnicy Szańce, gdzie nieoficjalnie rozpoczęła się II wojna światowa-tzw "Incydent Jabłonkowski" z dnia 26.08.1939 (Niemcy chcieli zdobyć tunele jabłonkowskie, a Zaolzie wówczas należało do Polski). Jechałem obok słynnych tuneli, a następnie wjechałem do wsi Mosty u Jabłonkowa. Tutaj spojrzałem na słynny "Ski Areal", gdzie szusowało się na nartach i nawet było się na rowerze.



Podziwiałem też widoki na Beskid Śląski z Czantorią i Morawskośląski z Łysą Horą. Tutaj też

nastąpiła zmiana pogody-zachmurzyło się, zrobiło się chłodniej i pokropił deszcz, a nad Trzyńcem widać i słychać było burzę!!! Po kilkunastu minutach wjechałem do Jabłonkowa (jazda wzdłuż głównej drogi...), a z tamtąd przez Bystrzycę i Wędrynię do wspomnianego Trzyńca.Po dodze zrobiłem sobie przerwę na posiłek i popiłem wodą oraz  dopalaczem, który postawił mnie na nogi ponownie, bo czułem trudy jazdy po Słowackich górkach. W Trzyńcu było już po burzy, a mokre drogi, towarzyszyły mi aż do domu.Z Trzyńca jechałem do Lesznej Dolnej, a następnie do Lesznej Górnej, która jest już w Polsce.



Z Lesznej Górnej  jechałem przez Cisownicę, gdzie były ładne widoki na okolice Cieszyna i Jastrzębia, do Goleszowa. W Goleszowie ponownie zagrzmiało i pokropiło, kiedy byłem obok ruin cementowni- to dawna filia obozu Auschwitz (Goleschau). Skierowałem się następnie do Kisielowa i Międzyświecia, gdzie trasa wiodła "po górach i dolinach", a następnie zamknąłem pętlę w Skoczowie (wjechałem na WTR).Potem wracałem do domu przez Kiczyce, Pireściec, Iłownicę, Landek i Brónów-dokładnie tak samo jak rankiem.


W domu byłem przed 20.00. Wyprawa okazała się sukcesem. Drugi raz w historii odwiedziłem na rowerze Słowację. Pogoda była początkowo ładna, ale od Mostów u Jabłonkowa się popsuła, burzyło, kropiło, ale byłem suchy- no nie licząc potu... Ilość przejechanych kilometrów to dokładnie 130. Zmeczenia raczej nie było, co prawda pod górki trochę się męczyłem, ale szybko przechodziło. Towarzyszyły mi piękne widoki na całej trasie.
Galeria jest
tutaj.