WITAJCIE NA MOJEJ STRONIE !!!
ZAPRASZAM DO ŚWIATA MOICH PASJI !!!

Strumień szopka


 
Wokół Jeziora goczałkowickiego i do szopki w Strumieniu.

Ta wyprawa rowerowa przeszła do historii!!! Odbyła się bowiem, poza sezonem i to 29.12.2013 roku, dlaczego? Odpowiedź jest taka: Wyjątkowo ciepła i słoneczna pogoda na początku zimy. Dodatkowo, brak śniegu i mrozu, co wiąże się z tym, że musieliśmy zapomnieć o szusowaniu na nartach...





Wyprawa rozpoczęła się w Ligocie. Jechałem samotnie, z Miliardowic, do stacji PKP Zabrzeg-Czarnolesie, a następnie lasem, w kierunku wału Jeziora Goczałkowickiego w Zabrzegu. Przy końcu wału, już w Goczałkowicach, mogłem obejrzeć skutki przejścia groźnego orkanu "Ksawery", jaki nawiedził Polskę w dniach 6 i 7 grudnia 2013 roku. Licznie połamane drzewa (były już w lesie czarnoleskim), świadczyły o dużej sile "Ksawerego". Stacje meteo, umieszczone przy jeziorze odnotowały prędkość wiatru dochodzącą do 117 km/h !!! Orkan na naszym terenie, nie wyrządził takich szkód jak w północnej Polsce. Z Goczałkowic, skierowałem się, polną drogą (koło Fiata) do Łąki, gdzie wyjechałem na główną drogę na Strumień, ale nie jechałem nią długo. Skręciłem w prawo w polną drogę, która wiodła w kierunku zbiornika Łąka i zaprowadziła mnie na trasę R4. Tą trasą jechałem aż do Studzionki, skąd R4 zaprowadziła mnie do peryferii Strumienia. Polne drogi mają swój urok, dlatego postanowiłem skręcić z trasy i odwiedzić stary słup graniczny Austrii i  Prus, na granicy Strumienia i Pawłowic, skąd pojechałem do centrum Strumienia.
 

Tam, przy kościele św. Barbary, co roku organizowana jest żywa szopka bożonarodzeniowa. Szopkę, zwiedzało mnóstwo ludzi, bo naprawdę jest ona atrakcją. Żywe zwierzęta gospodarskie, ptaki, a nawet wielbłąd "Czesiek", robią wrażenie. Wszystko to otaczało Świętą Rodzinę - Maryję i Józefa z Dzieciątkiem położonym w prawdziwym żłobie. Szopka, jest oczywiście drewniana i ozdobiona światełkami.
 




Po opuszczeniu "Strumieńskiego Betlejem", skierowałem się, przez stary most na Wiśle, do Zabłocia i tam jechałem wzdłuż wałów jeziora goczałkowickiego.
 

Następnie zawitałem w Chybiu, gdzie chwilę podziwiałem bożonarodzeniową dekorację, a potem pojechałem do lasu (w stronę Landeka). W lesie skierowałem się na prawo, na drogę prowadzącą do przejazdu, ale przez tym przejazdem, skręciłem w prawo, a potem w lewo i wjechałem na dukt, prowadzący w kierunku leśnego pomnika w lesie czarnoleskim. Tam zauważyłem samochód Straży Leśnej, bo byłem obok leśniczówki. Tu już było blisko do domu. Tak oto zakończyła się spontanicznie zorganizowana wyprawa, gdzie nieco zabolały mnie kolana, ale też j widziałem nawet kwitnące stokrotki i zieleniejącą trawę - no cóż czasem "nawet w grudniu jest wiosna"!!!