Serdecznie witam na mojej stronie!
Zapraszam do świata moich pasji...

Skocznia, Wisla.

Skoczna wyprawa rowerowa!!!

   Na dzień 26.07.2009 zaplanowana została kolejna wyprawa rowerowa. Tym razem pierwotnym celem tej wyprawy była "perła Beskidów" czyli Wisła. Potem jednak okazało się, że cel był inny... Na wyprawę jechałem z wujkiem Romkiem.


Filmik jest nakręcony przez Robę

  
  Trasę rozpoczęliśmy w Ligocie, kierując się na Wiślaną Trasę Rowerową w okolicach leśniczówki w Bronowie. Trasą jechaliśmy do Landeka, gdzie skierowaliśmy się, wzdłuż głównej drogi, do Skoczowa. Najpierw jednak jechaliśmy przez Iłownicę i widzieliśmy nowy kościół, który będzie pod wezwaniem Jana Pawła II-na to trzeba jednak poczekać, aż On zostanie beatyfikowany. Następnie jadąc przez Pierściec podziwialiśmy piękne widoki na Beskid Śląski. W tej miejscowości jechaliśmy obok sanktuarium Św. Mikołaja. Następnie jadąc przez Kiczyce dotarliśmy do Skoczowa, gdzie wjechaliśmy na biegnącą wzdłuż Wisły, Wiślaną Trasę Rowerową, która zaprowadziła nas do samej Wisły.  Ta trasa jest po prostu super i polecam ją wszystkim rowerzystom, gdyż wbrew pozorom, nie ma tam żadnych podjazdów i zjazdów-jedynie mamy piękne widoki na Beskidy (np. Czantorię i Równicę), a jedzie się przez Hermanice i Ustroń. Na trasie można spotkać wielu spacerowiczów, rowerzystów i rolkarzy (w Ustroniu trasa jest asfaltowa) oraz "moczoszawajorzy"-jak to określiliśmy po śląsku ludzi moczających stopy (szwaje- stopy po śląsku). W Wiśle dotarliśmy do Parku im. Kopczyńskiego. Okazało się,że mamy dużo czasu i wtedy zapadła znakomita decyzja, żeby przejechać się ku skoczni narciarskiej w dzielnicy Malinka. Zaprowadziła nas tam WTR, ale nie pod samą skocznię, bo trasa skręca do Czarnego. Od skrętu na Czarne widać już wieżę startową i rozbieg skoczni, więc z dotarciem nie było problemów. Prowadzi tam główna droga z Wisły do Szczyrku przez przełęcz salmopolską. Wcześniej jednak droga prowadzi pod... trybunami i przeciwskokiem samej skoczni!!! Zatrzymaliśmy się pod skocznią i chwilę podziwialiśmy ją. Nagle zauważyliśmy, że kursuje wyciąg na skoczni i można wyjechać nim na górę. Postanowiliśmy wykorzystać wielką okazję!!! Zapięliśmy rowery i wsiedliśmy na wyciąg.


Żeby wyjechać na górę trzeba zapłacić 5 złotych i wsiąść na krzesełko-tym wyciągiem wyjeżdżają skoczkowie podczas zawodów i treningów. Wyjeżdżając można się poczuć jak Adam Małysz. Widzi się po lewej stronie całą skocznie i wieżę sędziowską.
Górna stacja wyciągu znajduje się tuż obok wieży startowej, gdzie przygotowywują się skoczkowie do oddania skoku.






Weszliśmy właśnie na szczyt tego obiektu i nas zszokowało... Naszym oczom ukazał się piękny widok skoczni i okolic-nawet widać było Czantorię i Soszów!!! Jedno jest pewne-w telewizji skocznia wygląda inaczej... Stojąc na wieży i widząc skocznię z perspektywy skoczka, to coś, czego się nie da opisać... Jest to bardzo wysoko!!! Stwierdziliśmy,że to trzeba być samobójcą, i trzeba mieć "pierońską odwagę", żeby skoczyć z takiej ogromnej wyskokości.



Chociaż my jeździmy na nartach to nie zdecydowalibyśmy się na taki wyczyn by skoczyć z tej skoczni o puncie K-120m i HS 134. K  to punkt konstrukcyjny skoczni, a HS to odległość sędziowska. Oglądaliśmy sobie skocznię z perspektywy skoczka.


Widzieliśmy samą belkę strartową i tory najazdowe wykonane z porcelany. Sama skocznia pokryta jest zielonym igielitem, jedynie na buli fragment jest biało-czerwony (flaga narodowa).Siedzący na belce startowej skoczek nie widzi, punków K i HS-to dopiero musi być opanowanie-nie widzieć, gdzie lądować...Następnie zeszliśmy niżej na wieży startowej i zauważyliśmy lokal gastronomiczny, skąd też rozciąga się wspaniały widok na skocznię. Tam też znajdują się gadżety związane ze skocznią i osobą Adama Małysza. Po chwili już jechaliśmy na dół wyciągiem, a następnie zawitaliśmy na trybunach skoczni. Niestety projektant popełnił tutaj fatalny błąd:wiedząc, że skoki narciarskie w Polsce są bardzo popularne, zaprojektował za małe trybuny...Szkoda, bo to przecież druga duża skocznia w Polsce, gdzie mogłyby odbywać się chociażby zawody Pucharu Świata, chociaż skocznia posiada homologację FIS (Międzynarodowa Federacja Narciarska). Skocznia z trybun wygląda zupełnie inaczej niż z wieży startowej na górze, gdzie byliśmy wcześniej.




Przypomnę tutaj,że skocznię otwarto 27.09.2008 roku i zaraz potem odbyły się tutaj Mistrzostwa Polski, które wygrał... wiadomo kto. Roba był pod skocznią wiele razy podczas "ślimaczącej się"  budowy-znowu na słowa krytyki zasłużył projektant, który myślał, że pod skocznią jest jednolita skała, a nie łupek, co wówczas spowodowało osunięcie się zeskoku... Roba był tutaj także na otwarciu, co opisuję
tutaj. Nigdy jednak nie byłem na żadnej takiej skoczni i nie mogłem jej obejrzeć "od kuchni", więc było to wydarzenie historyczne!!!


Po zakończeniu zwiedzania i podziwiania skoczni, weszliśmy coś przekąsić. Obok skoczni, pojawiła się prywatna gastronomia-to przykład tego,że na skoczni da się zarobić... Zjedliśmy posiłek w jednym z prywatnych, pobliskich lokali gastronomicznych i ruszyliśmy spowrotem do Wisły. Tam pojeździliśmy po placu Hoffa i deptaku. Wśród turystów dostrzegłem nawet murzynów!!! Liczne lokale gastronomiczne i sklepy oraz atrakcje, świadczą o tym,że biznes się kręci na dobre, a sama Wisła jest inna od tej, która była kiedyś. Pojawiła się tutaj nawet aleja gwiazd i pierwszą gwiazdą jest  człowiek, który odmienił Wisłę, czyli Adam Małysz. Następnie wróciliśmy WTR przez Ustroń,ąle momentami jechaliśmy drugą stroną Wisły. Dotarliśmy WTR do Skoczowa i tutaj przypadkiem zobaczyliśmy jak jedna z napotkanych przy trasie kobiet potafiła niewiarygodnie szybko się ubierać, po załatwieniu "potrzeby"!!! W Skoczowie ,gdzie nie skręcaliśmy do Pierśca, tylko do Ochab. W Ochabach, oprócz stadniny koni, znajdują się stawy Zakładu Doświadczalnego "Gołysz" Polskiej Akademii Nauk. Jechaliśmy między tymi stawami, kierując się na drogę z Drogomyśla do Chybia. Wjechaliśmy na tą drogę, która jednocześnie jest WTR i tą drogą wielokrotnie podążam do Czech. Skierowaliśmy się WTR do Zaborza, a następnie do lasu i jechaliśmy leśną, kamienistą drogą do Landeka. Stamtąd skierowaliśmy do Bronowa i do domu.

Pogoda była dobra, zza chmur czasem wyglądało słońce. Jak jechaliśmy do Wisły było 17 stopni Celsjusza, jednakże po wizycie na skoczni znacznie się ochłodziło i musieliśmy się cieplej ubrać-wcześniej jechaliśmy w spodenkach i koszulkach rowerowych, a potem już w getrach. Wyprawa była wyprawą historyczną-nigdy wcześniej nie mogliśmy odwiedzić "od kuchni" prawdziwej skoczni narciarskiej!!! Ilość przejechanych kilomerów to 95 km. Wyprawa była testem dla mojej nowej kellys'owskiej opony. Zdjęcia z wyprawy są tutaj.