WITAJCIE NA MOJEJ STRONIE !!!
ZAPRASZAM DO ŚWIATA MOICH PASJI !!!

SKRZYCZNE 2014

 

OPERACJA SKRZYCZNE 2014!!!



W sezonie 2013 planowałem z Michałem zdobyć Skrzyczne... Niestety wtedy się to nie udało...
Ale nadszedł pewien dzień, gdzie po powrocie z pracy w domu dostałem zaproszenie następującej treści:


ZAPRASZAM NA WYJAZD W DNIU 29.06.2014 na szczyt Skrzyczne 1257 m.n.p.m.
Wyjazd o godz. 9.00 z Placu Jana Pawła II lub spod Domu Kultury w Ligocie Miliardowicach o godz. 8.20
Zapraszam. Jurek Bożek
PS. Bardzo mile widziane osoby towarzyszące.








Z tego miejsca kilku rowerzystów wyruszyło do Czechowic-Dziedzic na plac Jana Pawła II. Tam, o godzinie 9.00 mieliśmy umówione spotkanie z grupą cyklistów z CTC. Po krótkiej sesji zdjęciowej, wszyscy wspólnie ruszyliśmy do Bielska-Białej, by spotkać się z tamtejszymi cyklistami. Na Placu przed ratuszem, po sesji zdjęciowej, rozjechaliśmy się na 2 grupy. Jedni pojechali zwiedzać okolice Wilamowic, zaś drudzy, 15 osób (Ligota, Zabrzeg, Czechowice, Jastrzębie i Zabrze) oraz dwóch "goroli" z Łodygowic i Zarzecza k. Żywca, pojechaliśmy zdobyć najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego, liczący 1257m.n.p.m.





Skrzyczne wznosi się w północno-wschodniej części Beskidu Śląskiego, w bocznym ramieniu pasma Baraniej Góry, odgałęziającym się od głównego pnia pasma w Malinowskiej Skale. Ramię to, które właściwie tworzy masyw Skrzycznego i Małego Skrzycznego, oddziela dolinę górnego toku Żylicy od Kotliny Żywieckiej. Ze względu na charakterystyczną sylwetkę góry, stromo opadającej ku wschodowi i północy oraz na położony na szczycie maszt nadajnika RTV jest ona łatwo rozpoznawalna z wielu miejsc, np. w Beskidzie Żywieckim lub w Tatrach.

Jak już wspomniałem, nasza osobna wyprawa zaczęła się w Bielsku-Białej pod ratuszem. Następnie, skierowaliśmy się, trasą rowerową, na południe tego miasta w stronę Bramy Wilkowickiej, gdzie wjechaliśmy na nieczynny, będący w budowie fragment ekspresówki, którym jechaliśmy aż w okolice Rybarzowic, gdzie przecięliśmy drogę Bielsko-Żywiec. Wjechaliśmy na wygodną trasę rowerową, nad potokiem Żylica i dotarliśmy do centrum Buczkowic. Na trasie był postój, bo jeden z rowerzystów złapał gumę. Następnie, skierowaliśmy się nieco pagórkowatą trasą, do Godziszki, gdzie na parafii pw. NMP Szkaplerznej jest były proboszcz z Miliardowic (ks. kan. A. Wolny). Z Godziszki pojechaliśmy, ładną widokową trasą do Słotwiny (postój przy sklepie), a potem do centrum Lipowej. Na trasie ukazywały nam się piękne widoki na Kotlinę Żywiecką i okoliczne góry. Z Centrum Lipowej, skręcając w prawo pojechaliśmy do przysiółka Ostre, gdzie zaczął się atak na Skrzyczne. W Ostrem jest potok Zimnik i miejsce do czerpania wody. Po krótkim postoju, rozpoczęliśmy realizację najtrudniejszego odcinka naszej wyprawy. Podjazd na szczyt ma około 10 km.


Na początku, trasa wiodła, łagodnym, asfaltowym, podjazdem, by potem nieco mocnej piąć się do góry. Oczywiście to była typowa serpentyna. Asfalt zamienił się w szuter i zaczęły się stromsze podjazdy. Dla niektórych osób koniecznością było prowadzenie roweru. Pojawiło się lekkie zmęczenie, ale rekompensatą były piękne widoki. Ostatnie 700 metrów trasy to typowy górski szlak, który pokonywaliśmy już wszyscy pieszo. Był to fragment szlaku z Malinowskiej Skały. Po chwili naszym oczom ukazał się szczyt Skrzycznego z nadajnikiem DVB-T (Naziemnej TV Cyfrowej), oraz wyciągiem krzesełkowym i fantastycznymi widokami m.in. na Kotlinę Żywiecką , Babią Górę, Pilsko, Baranią Górę, Klimczok i Beskid Mały, okolice Bielska - Białej i Skoczowa. Na szczycie byłem jako pierwszy z pewnym panem z CTC, który pochwalił mi się że ma 76 lat!!!! Chylę czoła!!!! SKRZYCZE ZOSTAŁO ZDOBYTE!!!! Potem już tylko zachwycaliśmy się widokami i czekaliśmy na pozostałych uczestników. Cała grupa spotkała się przy schronisku. Dla jednej osoby wysiłek musiał być niezły, bo .... zasnęła na ławeczce. Ale potem już wszyscy radośnie robili zdjęcia, posilali się.

Przyszedł czas na zjazd ze szczytu. Trasa najpierw była niebezpieczna, bo był to szlak z kamieniami i korzeniami, ale potem wjechaliśmy na szuter. Zjeżdżaliśmy piękną widokową trasą (szuter - inna trasa jak ta, którą wjeżdżaliśmy - a potem asfalt). Chciałem robić ujęcia widoków, ale prędkość mi na to nie pozwalała. zjazd trwał około 20 minut, po czym wszyscy spotkali się nad potokiem Zimnik, przy miejscu czerpania wody, gdzie zaczął się atak na Skrzyczne. Tutaj był postój i 2 gumy...

Następnie wyruszyliśmy do Lipowej i omijając nieco Słotwinę wjechaliśmy do Buczkowic, gdzie pożegnaliśmy "dwóch goroli" (z Łodygowic i Zarzecza). Wracaliśmy tą samą trasą przez drogę ekspresową (w budowie) do Bielska - Białej.
Jak dotychczas mieliśmy idealną pogodę. Niestety w Bielsku, aura się mocno zmieniła i zaczął lać, momentami solidny deszcz. W deszczu jechaliśmy do Czechowic-Dziedzic, gdzie pożegnaliśmy kilku cyklistów i zmoczeni wróciliśmy do naszej kochanej Ligoty.

Zwieńczeniem tego dnia niech będą słowa organizatora tej wyprawy, któremu serdecznie dziękuję za zaproszenie:
105 km urokliwej drogi ciągnącej się beskidzkimi wzniesieniami z widokami sięgającymi do głębokich dolin rzecznych, aż po wyższe partie szczytów .Drzewa i potoki szumiały, ptaki śpiewały, a w duszach grało” chwilo trwaj jesteś piękna”. Niestety im wyżej było ciężej, serce waliło  w piersiach, ale to co zobaczyliśmy na szczycie wynagrodziło nasz trud!