WITAJCIE NA MOJEJ STRONIE !!!
ZAPRASZAM DO ŚWIATA MOICH PASJI !!!

SŁOWACJA 2011


OTO FILM Z WYPRAWY W WERSJI HD ORAZ 3D.

 
 
NASTĘPNA WYPRAWA ROWEROWA rozpoczęła się w Hrcavie (Herczawie) w Czechach. Dotarliśmy tam samochodami (ja, siostra i wujek). Za cel obraliśmy sobie ogólnie Słowację. Z Hrcavy wyruszyliśmy o godzinie 14.30 w stronę polskiej Jaworzynki, skąd udaliśmy się na trójstyk granic Polski, Czech i Słowacji. Dotarliśmy tam jadąc po pagórkach. Chwilę zatrzymaliśmy się w tym niezwykłym miejscu, gdzie sporo się zmieniło od czasu mojej poprzedniej wizyty. Słowacy dobudowali ławek i daszków, Czesi zrobili miejsce do grillowania, a Polacy chodnik i zjazd dla rowerzystów!



Godzina 15.12 przeszła do historii jako przekroczenie granicy polsko-słowackiej na moście. Byliśmy już na Słowacji-była to pierwsza wizyta wujka na rowerze na Słowacji. Nieco błotnistą dróżką dotarliśmy do przystanku kolejowego Cerne pri Cadcy w Cernem (Czernym). Jadąc wzdłuż torów kolei z Czadcy do polskiego Zwardonia podziwialiśmy dolinę rzeki Cernianki (Czernianki), dotarliśmy do Svrcinovca (Świerszczyńca). Tutaj zaczeły się problemy-za naszymi plecami dały się słyszeć grzmoty! Istotnie szła burza, bowiem chmury szybko się do nas zbliżały i robilo się chłodniej.

Zatrzymaliśmy się obok wierzy Eifla i tam postanowiliśmy jak najszybciej dotrzeć do granicy Słowacji z Czechami. Podrodze widzieliśmy jak funkcjonariusze słowackiej Straży Granicznej kontrolowali jakiegoś skośnookiego człowieka. Był to mobilny patrol, bowiem od 2007 roku Słowacja nie ma kontroli celnych m.in na granicy z Czechami i Polską (Strefa Schengen).
Goniła nas burza, więc jak najszybciej znaleźliśmy się pod zadaszeniem budynków granicznych w Svrcinovcu. Tam rozpętała się potężna burza z silnym wiatrem i ulewą-rynny na pobliskim domu nie nadążały zbierać wody. Czekając aż przestanie, zauważyliśmy faceta jak jedzie na rowerze w tej burzy z czeskiej strony. Bohater zatrzymał się i postanowił przeczekać burzę razem z nami, choć był przemoczony. Jak to zwykle bywa nawiązała się rozmowa z tym Słowakiem. Jako że nasze języki są bardzo podobne nie było problemów z dogadaniem się. Wymieniliśmy się poglądami na temat turystyki rowerowej (opowiedzieliśmy mu że byliśmy na trójstyku, a on nam mówił że był w Jabłonkowie).
 

Nie rozumiał słowa "trójstyk" ale powiedziałem mu po słowacku "trojmedzie" i zrozumiał. Następnie mówił nam o rządzie słowackim i spytał: czy u nas też się kłócą w rządzie? Nasza odpowiedź była twierdząca-jak widać tam też się kłócą. Gdy już minęła burza pożegnaliśmy się i ruszyliśmy do Czech. Nasze plany przewidywały wizytę w Jabłonkowie, ale burza te plany pokrzyżowała i tym sposobem z granicy słowacko-czeskiej jechaliśmy prawie 10 km pod górkę do Hrcavy (Herczawy).

Droga była kręta, ale równa i w lesie, chociaż momentami były widoki na Zaolzie w Czechach i Kysuce na Słowacji. Na trasie znaleźliśmy roślinę przypominającą wyglądem marichuanę! "Zielsko" rosło w lesie tuż przy drodze...
 
W samej Hrcavie odwiedziliśmy kapliczkę leśną ze słowackim krzyżem , który widnieje na godle Słowacji (a byliśmy w Czechach). Potem już tylko dotarliśmy do samochodów i po spakowaniu się do auta, pojechaliśmy o godz.20.30 do domu.
Pogoda nam początkowo dopisywała, ale było gorąco i parno-no i ta burza, po której się ochłodziło i zrobiło rzeźko.