WITAJCIE NA MOJEJ STRONIE !!!
ZAPRASZAM DO ŚWIATA MOICH PASJI !!!

Koniec swiata

Na koniec świata...



 
27.05.2012 roku - w niedzielne popołudnie po wizycie samochodem w sanktuarium w Piekarach Śląskich, mielismy z wujkiem w planach wyruszyć jeszcze w wyprawę rowerową, która rozpoczęła się w Gogołowej. Z tej miejscowości skierowaliśmy się w południową stronę, ku autostradzie A1, która na tym odcinku jest jeszcze w budowie. Jadąc przez Połomię, dotarliśmy do feralnego mostu, będącego jeszcze w budowie, gdzie powstało peknięcie  (o tym słucha cała Polska). Droga miała być gotowa na Euro 2012, ale przez awarię mostu tak się nie stanie. Stamtąd skierowalismy się do Mszanej, a zaraz potem do Jastrzębia-Moszczenicy. W tej dzielnicy zatrzymaliśmy się przy dawnej stacji kolejowej, która kiedyś nosiła nazwę Moszczenica Śląska, a teraz Jastrzębie-Zdrój Moszczenica. Po linii kolejowej pozostał już tylko nasyp i fragment torów (glajzów). ostatni pociąg osobowy przejechał tam w 1997 roku, zaś towarowy 2 lata później. Teraz jest tam bujna roślinność. Następnie jechaliśmy do dzielnicy Piaski, gdzie są ładne widoki na okolicę. Znaleźliśmy się też na granicy polsko-czeskiej i wjechaliśmy do Pierstnej  (Prstna). Tam jest dużo ładnych domów i słynna "Koliba na konci světa"- czyli bar. Stamtąd wyruszyliśmy w kierunku Ruptawy, gdzie na granicy ucieklo mi powietrze z przedniego koła i trzeba było zmienić dętkę. Potem jechaliśmy wzdłuż granicy polsko-czeskiej, do miejsca, gdzie były widoczne kamienie graniczne z czasów granicy Prus i Austro-Węgier. Wszystkie wskazywały na to, że Prusy były na północy a Austro-Węgry na poludniu. We zdumienie wprawił nas słupek nr 25 przy asfaltowej drodze z Ruptawy do Marklowic Górnych - był bowiem odwrócony i pokazywał, że to Austro-Węgry były na północy, a Prusy na południu i do tej pory nie wiemy czemu tak pokazuje...Staraliśmy się to wyjąśnic wracając wzdłuż dawnej granicy, ale natrafiliśmy znów na granicę polsko-czeską (slupki były podobne do tamtych starych). Z ruptawy pojechaliśmy z powrotem do Mszanej i tuż drugi raz poszło mi powietrze, ale tym razem z tyłu...Takiego pecha jeszcze nigdy nie miałem  w całej 12-letniej historii wypraw na Magnumie. Po zmianie dętki nieco rozlegulowała się przeżutka, ale już następnego dnia ją zrobiłem znów. Potem pojechaliśmy do Mszanej i przez dzielnicę Gogołowej zwaną Berlinem dotarliśmy do punktu wyjścia, gdzi wyprawa się zakończyła.

Pogodę mieliśmy zamówioną i było ciepło.