WITAJCIE NA MOJEJ STRONIE !!!
ZAPRASZAM DO ŚWIATA MOICH PASJI !!!

Karvina.

Karvina. 13.05.2012

Kolejna wyprawa rowerowa z Michałem zaczęła się w Miliardowicach, skąd jadąc lasem czarnoleskim dotarliśmy do Landeka, a stamtąd, dalej jadąc lasem do Zaborza. W lesie mieliśmy różne nawierzchnie dróg- płyty i kamienie, ale było fajnie. Wjechaliśmy na asfaltową drogę wiodącą przez Drogomyśl do Pruchnej. W Drogomyślu, przy katolickim kościele był odpust, więc skorzystaliśmy i kupiliśmy słodkości. W Pruchnej skierowaliśmy się malowniczą trasą (ładne widoki na Beskidy) do Kończyc Małych. Na trasie są liczne podjazdy i zjazdy. Minęliśmy też miejsce, gdzie zginął dowódca wojsk polskich (podczas wojny o Śląsk Cieszyński w 1919 roku), kapitan Cezary Haller - brat gen. Józefa Hallera (bohater wojny z bolszewikami). Z Kończyc jest już niedaleko, wzdłuż lasu i granicy państwa do Kaczyc. Tam przejechaliśmy przez granicę do Karviny w Czechach i skierowaliśmy się wzdłóż granicy na tzw. dwie drogi (równoległe do siebie, gdzie każda jest w innym kraju) do Kaczyc Górnych na przejście graniczne, w pobliżu którego jedliśmy smakołyki z odpustu i odlaliśmy się w lesie. Był tam dosyć duży zjazd, ale i ładny widok na południe i Beskidy Morawskośląskie. Zjechaliśmy, mijając zapracowanych Czechów, którzy betonowali i robili siatkowy płot. Zszokowało to nas trochę, bo była niedziela! Pojechaliśmy do uzdrowiska Darkov in tam odpoczęliśmy. Następnie ruszyliśmy przez rynek frysztacki (na trasie złapala nas ulewa, ale się schroniliśmy pod dachem) w stronę granicy w cernym lesie. Tam mieściła się kiedyś jednostka wojskowa, a dziś są tam tylko stosy cegieł i betonowy płot, oraz leśne trakty. Niestety trochę pobłądziliśmy brodząc w wodzie i błocie - więc było ciekawie. Kilka razy przekraczaliśmy granicę, aż w końcu przemoczeni dotarliśmy na jakąś drogę i znaleźliśmy się przy dworcu PKP Zebrzydowice. Stamtąd już znaną mi drogą, jechaliśmy do Kończyc. Tam, niedaleko stacji paliw był sklep i nasz postój. Od tego momentu nasza trasa powrotna widła tą samą drogą co wcześniej, czyli przez Kończyce, Pruchną, Drogomyśl, Zaborze, leśne trakty aż na wał zbiornika goczałkowickiego, gdzie 83 kilometrowa wyprawa dobiegła końca.

Pogoda nas nieco oszczędziła, choć w Karvinie nieco popadało.