WITAJCIE NA MOJEJ STRONIE !!!
ZAPRASZAM DO ŚWIATA MOICH PASJI !!!

Gogolowa.

Geburstag  w Gogołowej.






Nasza kolejna wyprawa odbyła się 6.05.2012 roku. Z Miliardowic skierowaliśmy się trasą wiślaną do Landeka, a potem główną drogą przez Chybie i Zabłocie do Strumienia. Tam płynie Wisła, a most jest zabytkowy. Postawiono go jeszcze za czasów "Francka Jozefa" (cesarza austrowęgierskiego Franciszka Józefa) i trzyma się do dziś. w Strumieniu po odpoczynku na rynku, skierowaliśmy się przez Zbytków do Golasowic polnymi drogami. Zaczęły się ładne widoki na okolicę. W Golasowicach wjechaliśmy do lasu, a wyjechaliśmy z niego już w jastrzębskiej dzielnicy Bzie. Asfaltowymi drogami i trasą rowerową jechaliśmy w stronę kopalni Zofiówka. Na trasie obok działek mieliśmy wiadukt kolejowy, gdzie kiedyś jeździły pociągi z Pawłowic do m.in. Wodzisławia Śląskiego. Niedaleko Zofiówki zaskoczyła nas budowa drogi, którą musieliśmy pokonać pieszo. wjechaliśmy na trasę z Jastrzębia do Gogołowej. Tam były ładne widoki na okolicę, wraz z hałdami i kopalniami. W Gogołowej jechaliśmy dość długo z górki, by potem polną drogą przez tzw. Berlin do domu wujka. Trasa równierz była malownicza- widoki na czeskie góry i okolice Wodzisławia. Po dotarciu do wujka złożyliśmy mu życzenia na 50 gebustag i miałem dla niego geszynk, ale niestety pendrive nie zadziałał i wyszłem na głupka... Cóż... mówi się trudno. Po kilku godzinach ruszyliśmy w trasę powrotną. Wujek odprowadził nas aż do Pawłowic Śląskich. Wcześniej jechaliśmy z Gogolowej tuż przy samej hałdzie Borynia-Jar do Szerokiej (dzielnica Jastrzębia), a stamtąd drogą do Krzyżowic, gdzie rzeka Pszczynka płynie do góry- bo ją pompują pompami, ze względu na osiadanie trerenu spowodowane szkodami górniczymi. Pojechaliśmy tuż obok kopalni Pniówek do Pawłowic, gdzie pożegnaliśmy wujka. Skierowaliśmy się trasą rowerową w stronę Strumienia, po drodze jadąc dawną granicą Prus i Austro-Węgier. Historyczne słupy granicze i grobla znajdują się, już na granicy Pawłowic i Strumienia. Ze Strumienia jadąc przez Zabłocie, Chybie i Landek, nieco kropił deszcz, ale sucho dojechaliśmy do Landeka, a stamtąd już niedaleko, wzdłuż lasu do domu.

Zrobiliśmy we 3 (ja i 2 siostry) około 80 km. Pogoda dopisywała, było słonecznie i ciepło- no z wyjątkiem drogi powrotnej na odcinku Strumień - Landek, o czym już wspominałem.