WITAJCIE NA MOJEJ STRONIE !!!
ZAPRASZAM DO ŚWIATA MOICH PASJI !!!

Brzezinka,obóz

Brzezinka



W słoneczny i ciepły (17 stopni) wtorek 11.11.2014 wraz z 23 rowerzystami z różnych miejscowości (Ligoty, Zabrzega, Chybia, Czechowic, Kaniowa, Bestwinki, Zarzecza, Łodygowic, Pietrzykowic) wybraliśmy się do Brzezinki.



Moja trasa rozpoczęła się (wraz z innymi, którzy dołączyli do nas) w Ligocie-Miliardowicach, przy Domu Kultury. Stamtąd pojechaliśmy, przez dzielnicę Burzej, oraz Zabrzeg, do rynku w Czechowicach-Dziedzicach. Z tego miejsca wyruszyliśmy w stronę Kaniowa, by po przejechaniu przez Dankowice wjechać na teren województwa małopolskiego do Brzeszcz.






W Brzeszczach natknęliśmy się na pochód z okazji Rocznicy Odzyskania Niepodległości, który nieco musieliśmy ominąć (jedna z dróg zaprowadziła nas w ślepy zaułek) i tym sposobem znaleźliśmy się na remontowanym odcinku drogi w Harmężach, skąd pojechaliśmy do Pław. Trasa była, ładna i przyjemna. Z Pław wjechaliśmy do Brzezinki, gdzie znajduje się Były Niemiecki Nazistowski Obóz Koncentracyjny Birkenau.

































Przed bramą obozu zostawiliśmy nasze rowery i poszliśmy zwiedziać miejsc, które znane jest z potwornych scen jaki rozgrywały się tam w czasie II wojny światowej. Nie sposób opisać tego, co tam działo się w tym czasie. Miejsce to w szczególny sposób daje nam do zrozumienia, że okrucieństwo jakie tam miało miejsce, nie może się już nigdy powtórzyć! Baraki z pryczami, na których spali więźniowie, krematoria gdzie palono ludzi, katorżnicza praca więźniów, pozwala nam się zastanowić czy Ci oprawcy mieli jeszcze sumienie??? "Panie dlaczego milczałeś? Dlaczego na to przyzwoliłeś?"-pytał Benedykt XVI podczas wizyty w Brzezince w 2006 roku. Wstrząśnięci, zadajemy sobie jeszcze jedno pytanie: Dlaczego "ludzie, ludziom zgotowali ten los"?...

Po zapaleniu zniczy przy pomniku z tablicami w różnych językach, powoli wracaliśmy w stronę głównej bramy KL Birkenau. Powoli, wstrząśnięci tragedią jaka się tam rozegrała szliśmy wzdłóż torów kolejowych i stacji, która dla milionów ludzi, różnych narodowości była ostatnią stacją...

Trudno jest opisać, co czuje się będąc w tym miejscu i stąpa po ziemi, która przesiąknięta jest ludzką krwią... Aż niechciałoby się słyszeć tego co by ta ziemia powiedziała, gdyby umiała mówić...



Opuściliśmy obóz przechodząc przez główną bramę. Podczas zwiedzania spotykaliśmy różne grupy zwiedzających. Byli tam modlący się Żydzi,a także Czesi, osoby anglojęzyczne, oraz Azjaci i oczywiście Polacy. Po wyjeździe z Brzezinki, oddzieliła się grupa osób jadących w stronę Żywca, a my pojechaliśmy przez Pławy i Harmęże do miejscowości w woj. śląskim zwanej Wola. W tej miejscowości skierowaliśmy się przez Gilowice, do Miedźnej i Rudołtowic. Trasa była, ładna, widokowa, jedynie z dosyć dużym ruchem w Miedźnej (trasa Brzeszcze-Pszczyna). W Miedźnej widzieliśmy drewniany kościół oraz... dosyć brutalnie rozgrywaną kampanię wyborczą przed wyborami samorządowymi (16.11.2014). Ktoś wymalował na wyborczych bilbordach z wizerunkami kandydatów komentarze typu: "złodziej", "komunista"!!!



W Miedźnej też była przerwa na posiłek - żurek mają tam znakomity!!! Potem już jechaliśmy przez Rudawki i Rudołtowice, gdzie oprócz ładnych widoków, widzieliśmy szyby kopalni "Silesia" (szachty) oraz ... były "dom uciech". Widocznie nie było chętnych na "skok w bok", a jeden z rowerzystów opowiedział anegdotę, jak to wiatr zdmuchnął kopulujące się koty z dachu, które zrobiły reklamę "domowi uciech".



Z Rudołtowic, pojechaliśmy do Goczałkowic, gdzie oddzieliliśmy się od grupy, która pojechała w stronę Czechowic-Dziedzic. 4 osoby wybrały się przez centrum Goczałkowic nad Jezioro Goczałkowickie, gdzie trudno było przedrzeć się przez "oblężony wał", gdzie było mnóstwo spacerowiczów.



Dwóch rowerzystów pojechało w stronę Zabrzega, a ja i siostra do czarnoleskiego lasu, gdzie się rozdzieliliśmy. W mojej głowie zapadła decyzja, że 70 km to za mało, a że ciepło było i pogodnie to postanowiłem dobić do 100 km. I tak leśnym duktem skierowałem się wzdłóż południowego brzegu jeziora do Chybia, gdzie skręciłem w stronę Landeka, a potem w prawo na leśny dukt do Iłownicy.






Z Iłownicy jadąc do Roztropic, trzeba pokonać spory podjazd, by móc podziwiać piękne widoki, o których już wiele razy pisałem przy wizytach w tym rejonie (przy dobrej pogodzie widać od okolic Krakowa, przez GOP,  po dalekie pasmo Pradziada w Jesenikach
więcej tutaj).
Z Roztropic do Rudzicy jedzie się piękną, widokową trasą, ale już nieco z górki. W Rudzicy zahaczyłem  o leśną kaplicę św. Wendelina, gdzie znajduje się źródełko leczniczej wody, która według opowiadań, leczy choroby oczu.






Z Rudzicy, jadąc z górki, zawitałem w Międzyrzeczu Dolnym, a potem w centrum Ligoty, gdzie już szybko jechałem, przez wały Iłownicy i  Bronów do domu. Tym sposobem zaliczyłem 100 km!!!

Na koniec pragnę podziękować Panu Staszkowi za prowadzenie wyprawy i doskonałą organizację!!!