WITAJCIE NA MOJEJ STRONIE !!!
ZAPRASZAM DO ŚWIATA MOICH PASJI !!!

Brenna - Klimczok 30.03.2014

Brenna - Klimczok 2014

Dziewiąta wyprawa rowerowa w dniu 30.03 roku 2014 miała dosyć nietypowy przebieg. A dlaczego?

Przeczytajcie sami!

Swoją wyprawę rozpocząłem w Ligocie, skąd pojechałem do Bronowa, a następnie przez kopiec rudzicki (Rudzicę) do Jasienicy. Droga ta jest na terenach mocno pagórkowatych, ale to była rozgrzewka, przed tym co mnie czekało... Z Jasienicy pod górkę pojechałem do Jaworza Nałęża, gdzie miałem krótki postój - a dlaczego to zobaczycie na filmiku. Potem jechałem leśnym duktem do Górek Wielkich (Dolina Łańskiego Potoku, gdzie znalazłem słupek graniczny dawnej Komory Cieszyńskiej TK). Do niedawna byłem przekonany, że Łański Potok, jest potokiem źródłowym rzeki Iłownicy. Okazało się, że Iłownica ma źródła pod wzgórzem Bucze w Górkach. Z Górek szybko mknąłem do Brennej, jadąc szlakiem wzdłuż Brennicy. W Brennej nie byłem zbyt długo, ale zaskoczył mnie widok, jaki zastałem na rynku... Był już Wielki Post, a tam stała sobie choinka bożonarodzeniowa! Czas się zatrzymał... Jechałem do Brennej Bukowej i zobaczyłem szlak wspomnień. To szlak wiodący do Krzyża Zakochanych, który postawiono w górach, jako upamiętnienie ostatniego spotkania dwojga kochanków!!! Szlak jest wymagający ale ciekawy, bo opowiada o przeszłości tamtych terenów (np. o pasterstwie). Ze szlaku wspomnień zupełnie nieświadomie znalazłem się na żółtym szlaku wiodącym z Błatniej na Klimczok. tym szlakiem wiele razy już podążałem pieszo i "rowerowo". Szlak wiedzie przez Stołów i Trzy Kopce, gdzie są liczne jaskinie i tajemnicze dziury w ziemi. Jest tam też Rezerwat Stok Szyndzielni. Szlak nie jest wymagający. Tym sposobem zawitałem na Klimczoku, a potem już na Szyndzielni. Z tej góry zazwyczaj rozciąga się piękny widok na Śląsk, a nawet na Jeseniki, ale była mgła...no i widoku nie było. Żółtym szlakiem zjechałem i zszedłem do Zapory w Wapienicy, gdzie już w tym sezonie już byłem. Z zapory jechałem fragmentem szlaku Dookoła Bielska, a następnie przez Wapienicę i Międzyrzecze do Ligoty i do domku. Było już po zmroku, a licznik zanotował 60 km. Pogoda zaś dopisała, bo było ciepło i słonecznie, choć w górach nieco wiało.